27 sierpnia 2015

Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia

Hej,
małe opóźnienie, ale Lupi podróżniczka miała nieplanowany wyjazd z dnia na dzień! Rozdział już jest, a następny postaram się dodać szybciej! :D
Dziękuję za przemiłe komentarze, to naprawdę niesamowite uczucie je czytać :> 

Ściskam mocno,
Lupi♥






Hermiona zagryzła wargę, obserwując z uwagą paru uczniów. Wychyliła się ostrożnie zza kolumny, wstrzymując oddech na widok tak znajomych twarzy. Zacisnęła mocniej palce na torbie, gdy wyłapała i różnice na dawniej radosnych buziach. Ginny Weasley wyglądała zupełnie inaczej niż ta dziewczyna, którą zapamiętała. Rude włosy splotła w luźnego warkocza, który odsłaniał jej zapadnięte policzki oraz podkrążone oczy. Brązowe spojrzenie straciło blask, a stało się bardziej lękliwe oraz smutne. W swoim ulubionym podkoszulku z nadrukiem Fatalnych Jędz, podartych dżinsach oraz trampkach mogłaby się wydawać tą dawną energiczną gryfonką. Jednakże ruchy miała bardziej niepewne, jak gdyby nieśmiałe. Stała wyprostowana z zaciśniętymi ustami, nie odsuwając nawet na milimetr od swojego ojca. Pan Weasley obejmował ją niemalże obronnie, rozmawiając jednocześnie z profesor McGonagall. Pulchna matka Weasley’ów trzymała w objęciach swojego syna, który niczym pomnik nie wykonał najmniejszego gestu.

- To chyba niezbyt odważne, prawda?

Prefekt Naczelna zerknęła na stojącą obok Astorię, która położyła jej dłoń na ramieniu. Broda ślizgonki oparła się o drugi obojczyk brązowookiej, gdy przysunęła się ona bliżej. Ciemno brązowe pukle dziewczyn wymieszały się, kiedy stały wciąż w zaciemnionym kącie.

- Nie czuję się najlepiej – przyznała, wzdychając ciężko, gdy uważne zielone spojrzenie spoczęło na niej – Tęskniłam za nimi, ale teraz.. chciałabym jeszcze jeden dzień na przygotowanie się.

- Pamiętasz tego chłopca, który nie bał się stanąć pomiędzy tobą, a groźnym trollem? – wyszeptała Greengrass, przytulając ją mocniej – I kojarzysz małą dziewczynkę, która zgrywa twardzielkę, a jednocześnie potrzebuje cię bardziej niż myślisz?

- To wciąż te same osoby – dodał Teodor, który przybliżył się do nich ukradkiem. Złapał gryfonkę za dłoń, ściskając pocieszająco – Hermiono, tak długo czekałaś na ten moment ponownego spotkania.. nie masz się czego bać.

- Dzięki – szepnęła, posyłając im blady uśmiech za te próby wsparcia. Ostatni raz przesunęła palcami po burzy loków oraz poprawiła szaty. Z mocno bijącym sercem wynurzyła się ze swojej kryjówki, wolnym krokiem zbliżając do rodziny rudzielców. Zagryzła wargę na widok George’a Weasleya, który stał z boku i oglądał z tęsknotą korytarz. Zapewne przed oczami miał swojego bliźniaka, który wraz z nim spędził tu większość życia. Przegoniła niemiłe wspomnienie z umierającym Fredem, skupiając na tej chwili. Od razu wyłapała spojrzeniem Charliego, przyglądającego się ze stoickim spokojem rodzicom. Gdy ich oczy się napotkały jego spojrzenie błysnęło ciepło, a różowe usta wygięły w koślawym uśmiechu. Mając obok siebie Weasleya nabrała nowej pewności siebie, a ściśle związany węzeł w brzuchu powoli rozluźnił się.

- Cieszę się, że przyszłaś – usłyszała mruknięcie Harry’ego, kiedy ten dogonił ją w ostatnim momencie – To co, razem?

- Razem – chrząknęła, ocierając ramieniem o jego bok – Dzień dobry.

- Hermiona! Harry! –  Molly jak zwykle uścisnęła ich na powitanie, cmokając w policzki - Jak dobrze was widzieć, moi mili! Dziękuję, że przyszliście tutaj do nas.

- To przecież żaden kłopot – wydukał zielonooki, wciąż stojący w mocnych objęciach kobiety – Nie mogliśmy się doczekać.

- Każdy powinien być witany w domu przez rodzinę – dodała gryfonka, stając naprzeciwko młodszej uczennicy. Ginny patrzyła na nią z oszołomieniem oraz szklistymi oczami, uciekając spojrzeniem w bok. Hermiona podeszła jeszcze bliżej, wyciągając przed siebie dłoń i muskając palcami łokieć rudowłosej.

- Ja.. – wychrypiała dziewczyna, oblizując spierzchnięte wargi językiem – Ja..

- W porządku – przerwała jej niespodziewanie Hermiona, zaciskając rękę i przyciągając szczupłą koleżankę do siebie. Przytuliła przyjaciółkę, wdychając z dziwną ulgą tak znajomy zapach włosów czarownicy – Tęskniłam, Gin.

- Ja też – wyszlochała Ginevra, równie mocno ją obejmując i pozwalając łzom płynąć po policzkach – Merlinie, Hermiona, jak ja tęskniłam!

- Będzie dobrze – szepnęła starsza z gryfonek, napotykając wzrokiem wpatrujących się w nich na uboczu ślizgonów. Astoria opierała się o Notta, który natomiast obserwował ją z troską. Za nimi skryła się Milli z Blaisem, a wszyscy przyszli tu ją wesprzeć. Uśmiechnęła się do nich z wdzięczność, niemo przekazując podziękowania za ich obecność. Mulat puścił jej oczko, jasnowłosa zaczęła do nich paplać radośnie, a czarne oczy Teodora patrzyły na nią z ulgą. Astoria skinęła krótko głową, obracając się na pięcie i odchodząc pospiesznie.

- Hej – Harry również wziął w ramiona najmłodszą z Weasleyów, podczas gdy Hermiona zaczęła się witać z resztą rodziny. Z zaciśniętym gardłem znalazła się w końcu przed samym Ronem, który wydawał się tym samym chłopakiem, a jednocześnie zupełnie innym. Dziwnie puste spojrzenie utkwił gdzieś ponad ją, a obojętna mina wydawała się dość upiorna na radosnej twarzy rudzielca.

- Cześć, Ron – przywitała się ochryple, szukając znaku reakcji. Charlie i Harry przygotowali ją na to spotkanie mówiąc o stanie Weasleya. Rudy czarodziej nie odezwał się jeszcze do nikogo od przebudzenia, wciąż zdawał się przebywać w innym świecie. Jednakże tym razem brązowe oczy ożyły i przesunęły się na nią, rozszerzając jakby przez szok. Hermiona czuła jak się wszyscy w nich wpatrują z napięciem oraz nadzieją, że jej obecność przywróci prawdziwego Ronalda.

- Miło znowu tu być, prawda, stary? – zagadnął z uśmiechem Potter, poklepując plecy przyjaciela – Jak powrót do drugiego domu!

- Na pewno wyjdzie nam wszystkim to na dobre – odezwała się w końcu Molly, gdy szanse na odpowiedź chłopaka zmalały do minimum, kiwając energicznie głową – Dzieciom przyda się normalność jaką daje szkoła.

- Gdyby tu jeszcze było normalnie – zaśmiał się cicho George, zaskakując tym wszystkich. Bliźniak objął ramieniem Harry’ego czochrając go po ciemnej czuprynie – Hogwart można opisać każdym słowem wykluczając jednak określenie typu normalny, mamo.

- Tu nic nie jest zwyczajne – przytaknął zielonooki, z zaskoczeniem zerkając na obejmującego go chłopaka. Wybraniec wydawał się nagle bardziej żwawy oraz optymistyczny, gdy żyjący bliźniak uśmiechnął się do niego szczerze. Hermionie niemalże serce się ścisnęło na widok miny przyjaciela, który odetchnął po tylu miesiącach obwiniania się za śmierć Freda. Teraz znów jego oczy błysnęły szalenie, a uśmiech wygiął kąciki ust ku górze.

- Szczególnie z takimi oszołomami – Charlie pstryknął Prefekt w nos, pozwalając się przytulić. Schował nos w jej włosach, szepcząc prosto do ucha – Daj wam szansę, okej?

- Okej – wymamrotała w jego skórzaną kurtkę, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia w znajomych ramionach. Wiedziała, że zawsze zaskakiwało to panią Weasley, ale relacja jej i starszego z braci była inna niż z innymi dziećmi Molly. Charlie od ich pierwszego spotkania na wakacjach przed drugim rokiem zauroczył ją swoją osobą. Jako jedyny nie ziewał, gdy zaczynała mówić o książkach, a jeszcze bardziej dopytywał o co w nich chodzi. Również co zaskakujące rozumiał jej obawy przed lataniem i nie pozwalał pozostałym naciskać na nią, a mecze między rodzeństwem i Harrym przesiadywał z nią na ziemi. Różnica wiekowa między nimi powoli się zacierała, a relacja nabierała nowych barw. Charlie, który od początku ubzdurał sobie stanie się dla niej opiekunem oraz starszym bratem, powoli zmienił się również w powiernika sekretów oraz pierwsze zauroczenie. Nawet teraz błękitne błyski w jego oczach wywoływały u niej rumieńce, ale serce już nie przyspieszało na te koślawe uśmieszki.

- Nie mogę się doczekać wakacji – burknął, odsuwając ją od siebie i zakładając kosmyk włosów za ucho – Będę mógł cię męczyć całymi dniami.

- Och, jak zwykle szarmancki – zaśmiała się, przewracając oczami. Ostatni raz porozmawiała ze wszystkimi członkami głośnej rodziny, a po dziesięciu minutach zostali w końcu sami. Ginny, Ron, Harry, ona i nauczycielka Transmutacji. W milczeniu doszli do Pokoju Wspólnego, w którym siedziało teraz jedynie paru wagarowiczów. Lekcje trwały już dobrą godzinę, co przypomniała owym uczniom wychowawczyni Domu Lwa. Prefekt natomiast wraz z Wybrańcem została zwolniona z porannych eliksirów na rzecz powitania przyjaciół w szkole.

- W razie problemów wiecie, gdzie mnie znaleźć – powiedziała na koniec, gdy sprawa nauki oraz dodatkowych zajęć została objaśniona. Profesor McGonagall ostatni raz zmierzyła ich spojrzeniem, uśmiechając delikatnie – Miło mi znów widzieć was w komplecie.

- Oby tylko kłopoty tym razem trzymały się od nas z daleka – mruknął pod nosem Harry, wsuwając dłonie do kieszeni szaty. Drzwi zatrzasnęły się cicho za starszą czarownicą, pozostawiając ich samym sobą. Ginny usiadła ostrożnie na łóżku Pottera, gładząc palcami pościel. Ron jak zahipnotyzowany podszedł do swojego posłania, opierając o kufer i patrząc na pokój z bólem w oczach. Rudowłose rodzeństwo zdawało się pochłaniać po raz kolejny magię dormitorium.

- Nic się w sumie nie zmieniło – westchnęła Ginny, machając ręką na bałagan na łóżku Deana oraz schludne półki Seamusa. Hermiona rozejrzała się odruchowo, uśmiechając pod nosem. Ginevra miała rację, nic się nie zmieniło istotnego. Na piecu, który znajdywał się na środku pomieszczenia chłopcy zawiesili ręczniki by wyschły. Szafki Neville’a były zapełnione małymi roślinkami, a wymięta bluzka pobrudzona ziemią tarzała się przy jego łóżku. Posłanie Finnigana przykryte tradycyjnie było dodatkową narzutą z poruszającymi się samochodami. Thomas był największym bałaganiarzem, a jego część ściany zdobiły plakaty z miotłami. Kąt Rona również się nie zmienił, plakaty związane z Quiddichem wciąż wisiały krzywo, a gruby sweter leżał porzucony na poduszkach.

- Zależy gdzie szukać zmian – chrząknął Harry, siadając przy rudowłosej i szturchając ją łokciem – Ale masz rację, wasze rzeczy nie były ruszane.

- U ciebie też, Gin, wszystko jest na swoim miejscu – dodała Hermiona, sięgając po bluzę Pottera, którą tamten przewiesił przez krzesło i składając ją w niemalże matczynym odruchu – Chcesz iść do swojej sypialni?

- Tak – powiedziała cicho nastolatka, uśmiechając nieśmiało do przyglądającego się jej Wybrańcowi – Spotkamy się później?

- Jasne, my mamy dziś zwolnienie z zajęć od samego dyrektora – wyjaśnił, unosząc brwi – Rozpakujcie się na spokojnie, my z Ronem też się trochę ogarniemy i widzimy się w Pokoju Wspólnym.

- To przed obiadem? – zaproponowała Hermiona, odgarniając włosy na plecy, ale wyłapując kątem oka nerwowe wzdrygnięcie się rudej czarownicy – Jeśli wolicie nie iść do Wielkiej Sali, to możemy zjeść u nas. W pokojach Prefektów.

- Dobry pomysł – stwierdziła od razu młoda Weasley, podnosząc z materaca i podążając za starszą z dziewczyn do wyjścia. 

W ciszy przeszły do żeńskiej części sypialń, zastanawiając się jednocześnie, który temat mogą bezpiecznie poruszyć. Weszły do dormitorium młodszej uczennicy od razu zauważając bagaż, który leżał przy posłaniu Ginny. Hermiona przeleciała wzrokiem po pokoju, wiedząc że twarz przyjaciółki wyraża teraz tęsknotę oraz smutek. Zatrzymała spojrzenie na łóżku najbliższym Weasley, które zajmowała niejaka Ariel la Songerie, śliczna francuska o wesołym usposobieniu. Prefekt Naczelna dość dobrze kojarzyła jasnowłosą czarownicę, często przesiadując w Pokoju Wspólnym. Z tego co wiedziała była czystokrwistą arystokratką z francuskim rodowodem, a jej rodzice zamieszkiwali niewielki dworek pod Paryżem. Ariel czasem pojawiała się na językach plotkar hogwarckich, gdyż nigdy nie kryła się ze swoim majątkiem. Wiele młodszych dziewcząt twierdziło, że w drzewie genologicznym panny la Songerie musiała pojawić się willa, ale Astoria i Milli twierdziły, że to bzdura.

- Jest naprawdę miła – rudowłosa stanęła przy niej, wskazując na część francuski i uśmiechając – Większość uważa, że to snobka, ale Ariel zawsze jest gotowa pomóc.

- Jesteście ze sobą najbliżej, prawda? – przypomniała sobie, że rok temu brązowooka szwendała się po korytarzach z Ariel – Zapewniała mnie, że opiekuje się twoim puszkiem pigmejskim.

- Prawda, po prostu miałyśmy więcej wspólnych tematów – przytaknęła Ginny, wskazując dwa pozostałe części sypialni – Hannah i Ruth, również trzymają się we dwie. W sumie obie mają większą styczność ze świetem niemagicznym, a my dwie z magicznym.

Hermiona zerknęła na posłanie, gdzie wyszyta poduszka dość raźno komunikowała, że to strefa Hannah Smith. Jakże spokojna wydawała się często ta dziewczyna w Pokoju Wspólnym. Brązowe włosy zwykle spinała w koka, który pod koniec dnia wyglądał niczym gniazdo. Zielone oczy chowała za dużymi oprawkami okularów, przez co często zdawała się aż nazbyt poważna. Jej przyjaciółka, Ruth Gaboth, pochodziła z Irlandii i pochodziła z typowo mugolskiej rodziny. Wszystkie współlokatorki Ginn były zupełnie różnymi osobowościami, a sama Weasley pasowała do nich jak ulał.

- No to.. – chrząknęła młodsza czarownica zrzucając trampki i wdrapując na swoje łóżko. Hermiona przysunęła się do niej, uśmiechając szeroko na widok licznych plakatów czarodziejskich zespołów rockowych poprzyczepianych przy szafie Ginny. Rudowłosa była uważana za bardzo atrakcyjną dziewczynę w szkole, często nawet wspominano, że może konkurować z samą Astorią Greengrass. Jednakże były one zupełnie różne. Ślizgonka lubiła ubierać się w kobiece stroje, podkreślające jej atuty. Często również wybierała dość ciemne kolory, a oczy podkreślała mocną kreską. Gryfonka natomiast nie ubierała się za dziewczęco, raczej preferowała wytarte spodnie, często z dziurami oraz sprane koszulki. Ruda często upinała włosy w kucyka albo zostawiała je rozpuszczone, a do kosmetyków się nie zbliżała. Wychowała się wśród chłopców, a pani Weasley załamywała ręce, gdy ona uciekała przed szminką czy błyszczykiem. Była jednak naturalnie piękna, przykuwała wzrok płomiennym włosami oraz figlarnym spojrzeniem.

- Możesz pytać o wszystko – zapewniła ją uspakajająco Hermiona, gładząc palcami kwieciste wzory na poszewce pościeli – Dużo się działo i na pewno masz mnóstwo pytań.

- Miałam kiedy rozmyślać – brązowe oczy siostry Rona błysnęły smutkiem, ale po chwili znów z uwagą skupiły się na starszej koleżance – Harry wspominał, że Neville i Luna zaczęli się spotykać?

- Od paru tygodni – gryfonka zachichotała, gdy przed oczami stanęła jej zarumieniona buzia Longbottoma oraz roztrzepana Luna, kiedy pewnego wieczora wpadła bez pukania do sypialni chłopców w poszukiwaniu Wybrańca – Są słodką parą, a Harry niemalże skakał do góry na wieść o tym.

- Pasują do siebie – przyznała ciepło Ginny, zagryzając wargę – A jak.. jak z twoim współlokatorem? Nie będzie miał nic przeciwko, gdy przyjdziemy do was coś zjeść?

- Teodor jest jedną z najlepszych rzeczy jaka spotkała mnie w tym roku – odparła stanowczo Prefekt, muskając palcem pierścień rodowy Nottów – Naprawdę jest w porządku, Ginn, on pomógł nam, gdy byłaś.. niedysponowana.

- Mało co pamiętam z tego dnia – przyznała rudowłosa, przyglądając sygnetowi – Co to znaczy?

- Na początku roku mieliśmy wspólny szlaban, pamiętasz? Zaczęliśmy rozmawiać, a wracając po którymś razie.. usłyszałam krzyk – ochryple opowiadała brązowowłosa, podciągając kolana pod brodę na wspomnienie okropnego bólu oraz rozpaczy na widok jednej z sióstr Patil – Padma.. Leżała na trawie, a nad nią znęcał się Carrow. Szczerze mówiąc wtedy nie myślałam i.. i zachowałam się głupio. Stanęłam do walki ze śmierciożercą zupełnie nie przygotowana. Rzucił paroma zaklęciami, które nie były przyjemne.. Teo pobiegł za mną, a potem stanął pomiędzy nim, a mną. Dumbledore mówi, że nasza magia miała podobny rdzeń, a gdy oboje byliśmy osłabieni nawiązała więź. To dość potężna i starożytna magia.

- I? – dopytywała Weasley, mrużąc powieki –Co z…

- Zabił ją – wyszeptała Hermiona, kręcąc głową – A ja i Teodor zostaliśmy połączeni do końca życia. Dlatego Nottowie postanowili przyjąć mnie do rodu, a sygnet właśnie oznacza moją należność do nich.

- Czyli zostałaś w pewnym stopniu arystokratką – zauważyła zaskoczona miedzianowłosa, marszcząc z zamyślenia brwi – Stąd ta przyjaźń ze ślizgonami?

- To trochę bardziej skomplikowane – Granger spięła się, odwracając wzrok. Może i starała się na nowo odbudować relację z Ginny, ale ten temat był zbyt.. kruchy. Nie chciała mieszać przyjaciół do tej dziwnej sytuacji, a tym bardziej przez przypadek ich tym skrzywdzić.

- Hermiona, chcę na nowo stać się częścią twojego życia – właścicielka łóżka niepewnie dotknęła dłonią ramię przyjaciółki, kierując na siebie jej uwagę – Naprawdę, staram się zrozumieć wszystko co mnie ominęło. Wiem, że byłam.. potworem, ale proszę nie skreślaj mnie.

- Nigdy nie mogłabym cię skreślić, Gin – westchnęła starsza uczennica, uśmiechając blado – To jednak jest równie dziwne dla mnie, co i dla ciebie. Nie mam pojęcia od czego zacząć i..

- Zacznij od początku, to chyba najlepsze rozwiązanie – zaproponowała niepewnie ruda, opadając na poduszki i poklepując miejsce obok siebie – Chcę wiedzieć o tobie wszystko, Hermiono Jane Granger. Wszystko.

- Jasne – wykrztusiła Prefekt, zajmując wyznaczone miejsce. Przyjrzała się kolejny raz młodszej dziewczynie. Tak długo nie zauważały siebie, skupiając uwagę na chłopcach. Ona należała do nierozerwalnej trójki towarzyszy, a Ginny była po prostu siostrą jej przyjaciela. Dopiero po trzeciej klasie zwróciła uwagę na rudowłosą dziewczynkę, która patrzyła na nią czasem z zazdrością, gdy była blisko Harry’ego. W końcu zaczęły rozmawiać.. i przegadały cała noc. Hermiona zrozumiała, że potrzebuje obecności przyjaciółki i w Hogwarcie, a Arya niestety nie miała tam do niej dostępu. Ginny natomiast po raz pierwszy zdobyła tak bliską koleżankę, która nie namawiała jej na głupie plotki o chłopcach oraz ubraniach. Były różne, bardzo różne, ale również w pewien sposób podobne. Granger ścisnęła mocniej dłoń Ginevry, zaczynając opowieść. Potrzebowała jej, potrzebowała równie bardzo, co kiedyś mimo, że nie była to już jej jedyna przyjaciółka. Jednak wciąż zajmowała sporą część jej życia, a mając wybór między skreśleniem Ginny, a wprowadzeniem z powrotem do niego.. wybór był prosty. Zaczęła mówić o ślizgonach i opowiedziała tą pokręcona historię ich przyjaźni.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Teodor przymknął powieki, obserwując ze złością pusty pergamin. Nigdy nie miał problemów z jakąkolwiek pracą domową, a już szczególnie z Runami. Uwielbiał ten przedmiot, a teraz nie miał pojęcia jak rozpocząć te idiotyczne wypracowanie. Odłożył z głośnym trzaskiem pióro na blat, zerkając na patrzącego na niego kota. Krzywołap w nowym akcie przyjaźni między nimi, rozłożył się wcześniej na szafce nad biurkiem, zrzucając stamtąd parę książek. Teraz przyglądał mu się z kpiną w kocich oczach, oblizując łapki.

- Nie możesz iść do salonu, śmierdzielu? – burknął, wyciągając dłoń i gładząc delikatnie puszysty łebek. Mimo tych nieszczęsnych porannych pobudek oraz ostrzeniu pazurków na jego łóżku, szczerze polubił tego kota. Cóż, lubił prawie każde zwierzę, ale to było nieznośnie uparte – Jesteś równie zmienny jak twoja pani, co Krzywołapku?
Kocur prychnął, mrucząc głośniej, gdy palce ślizgona zsunęły się za jego uszy. Teodor uśmiechnął się, zabierając dłoń i znów zerkając na podręcznik. Spod niego wystawał pogięty list, który sprawił, że ma problem ze skupieniem się. Nienawidził, gdy ich rodowy jastrząb pojawiał się na parapecie z wiadomością przypiętą do nóżki. Rzadko kiedy przynosił dobre wieści i tak było, i tym razem. Nathaniel powoli tracił siły, a nocne napady zaczęły się coraz częściej. Matka prosiła by się nie zamartwiał, że wszystko będzie dobrze.. jak miał się nie zamartwiać, gdy dowiadywał się, że jego mały braciszek umierał w męczarniach? Czasem żałował, że odważył się unieść różdżkę i uratować małego. Może gdyby stchórzył Nate by zginął szybciej, a teraźniejsze męki by się nie pojawiły. Wiedział jednak, że gdyby sytuacja się powtórzył znów by zabił aby tylko Nathaniel przeżył. Nie był wstanie pozwolić mu zginąć, był zbyt wielkim egoistą. Zgrzytnął zębami, starając się nie rozmyślać jak chorowicie musiał teraz wyglądać Nate. Nie miał siły by mu napisać, że wszystko w porządku i że matka przesadza. Salazarze, nie miał nawet siły by wysłać krótki list do Hermiony! Poczuł ciepłe mrowienie na karku, a po minucie rozległ się znajomy głos wspominanej dziewczyny. Jak na zawołanie Krzywołap poderwał się ze swojego miejsca, zbiegając czym prędzej do swojej właścicielki. Nott przewrócił oczami, również podążając w stronę schodów. Przystanął na ostatnim obserwując z uwagą nowo przybyłych. Hermiona już wcześniej po przez ich wspaniale rozwijającą się telepatię przekazała, że przyjdzie z gośćmi. Kolejny raz ta forma komunikowania się przydała się, ale ciemnowłosy był pewien, że stać ich na jeszcze więcej. Nie licząc wzmożonej magii, telepatii oraz tych mieszanin wspólnych wspomnień musiało się kryć coś jeszcze. Bawiła go ta bezradność gryfonki, gdy magia tryskała z niej jak fontanny. On sam w dzieciństwie przeszedł tyle szkoleń na zdyscyplinowanie magii, że nie odczuwał tego aż tak. A obserwowanie jej frustracji, że nie wychodzi jej o równie dobrze było świetną rozrywką.

- Nie na rozrabiał, prawda? – jego współlokatorka uśmiechała się do niego z ciepłem, gładząc pupila pod brodą.

- Był potulny jak dementor – prychnął, unosząc kąciki ust na jej grymas. Uwielbiał studiować twarze ludzi, zgadywać jak się zachowają, obserwować ruchy i czekać na moment, gdy w końcu przestaną być dla niego zagadką. Mogłoby się wydawać, że znając całe życie Hermiony, znając ją lepiej niż kto inny, nie powinna stanowić tajemnicy. Jednakże każdego dnia, gdy na nią patrzył przypominał sobie, że jest ona jak czarna dziura. Wsysała i nie puszczała, a on mógł jedynie pozwolić się pochłonąć. Uwielbiał czuć to mrowienie przy Granger, to połyskiwanie ich aur oraz drżenie magii. Ale jeszcze bardziej lubił jej słuchać, obserwować i dotykać. Była jego drugą połową, była tą częścią, której sam wcześniej nie posiadał. Teraz komponowali się w doskonałą całość, a poznawanie jej z dnia na dzień, było świetną zabawą.

- Ginny, Ron chciałam wam oficjalnie przedstawić mojego przyjaciela, Teodora Notta – Prefekt spojrzała na niego ostrzegawczo, kiedy zeskoczył przez ostatni stopień, powoli podchodząc – Teo, to Ginny i Ron.

- Już się poznaliśmy – zauważył cierpko, stając naprzeciwko rodzeństwa. Młoda Weasley uniosła wzrok, w którym dostrzegł resztki dawnej pewności siebie oraz entuzjazmu. Jednak po chwili znów przygasły, a żal oraz wahanie zepsuło ich magię. Teodor podał rękę nastolatce, rozczarowany lekko jej słabą walką. Liczył, że dziewczyna będzie walczyć z ogarniającym ją smutkiem, a ognisty temperament, z którego słynęła zabłyśnie. Oszczędziłaby tym troski Hermiony, która już wystarczająco bardzo się o nią martwiła. Przeniósł spojrzenie na gorszy przypadek, który musiał znieść. Ron Weasley wlepiał wzrok w stopy, beznamiętnie się im przyglądając. Tym razem ku zaskoczeniu samego Teo poczuł rosnącą ciekawość. Z głowy przyjaciółki zapewne przeciekły i do niego informacje o jego stanie, gdyż nie wiadomo skąd nagle wiedział o apatycznym zachowaniu gryfona.

- Jednak tym razem spędzimy czas przyjemniej – prychnęła, szturchając go w bok by odsunął się od rudego kretyna. Zmrużył powieki, przesuwając się posłusznie i na niemą prośbę transmutując stolik na stół i krzesła. Usiadł wygodnie na fotelu, pozwalając pupilowi Prefekt wskoczyć na kolana. Ginny wraz z bratem i Potterem usiadła na sofie, niepewnie rozglądając. Ciemnooki przypatrywał im się z uwagą, doszukując najmniejszych zmian, które pojawiały się na ich twarzach. A raczej bladej buzi czarownicy, gdyż Ronaldowi nie drgnął nawet mięsień.

- Harry poprosisz Zgredka o obiad? – Hermiona nakryła stół obrusem, stawiając również ozdobny świecznik na środku i machnięciem różdżki zapalając. Wybraniec niemalże z ulgą podszedł do stołu, wywołując skrzata. Nott odwrócił rozbawione spojrzenie od tego śmiesznego stworzenia z mnóstwem różnych ubrań na sobie. Wciąż starał się tłumaczyć przyjaciółce, że skrzaty lubiły swoją pracę, a cudownym gestem wobec nich było dobre traktowanie. One naprawdę uważały, że zwolnienie, to największa kara, a nie zbawienie od niewoli.  

- Nasze ostatnie spotkanie nie było zbyt.. fajne – zaskoczony napotkał brązowe oczy Ginny, która nachyliła się lekko – Chciałam przeprosić za moje zacho..

- To nie byłaś ty – przerwał jej zirytowany, unosząc brew – Cóż, w znacznej części to nie byłaś ty, precyzując. Nie masz za co przepraszać, Weasley.

- Ja się tak zachowywałam, więc mam – odburknęła, zaplatając ramiona na piersi i spuszczając głowę. Teo westchnął cicho, zastanawiając czy to przypadkiem nie jest również wina Granger, że miał odruch pocieszyć mała gryfonkę. Nie dbał o nią w najmniejszym stopniu, zupełnie nie czuł potrzeby zapewnienie jej, że wszystko będzie dobrze. Rok temu nie zauważał rudej na korytarzach, a częste plotki na temat najmłodszej z Weasleyów bawiły go. Teraz, widząc zagubione brązowe oczy Hermiony, która nie wiedziała, co robić, nie mógł się powstrzymać od cichego westchnienia. To prawda, gdyby nie jego przywiązanie do starszej gryfonki, nawet nie mrugnął by okiem na widok tak rozbitej Ginny.

- Nic nie pozyskasz obwiniając się non stop za coś, na co nie miałaś najmniejszego wpływu – pociągnął Krzywołapa za uszy, wywołując tym prychnięcie koguchara – Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, Weasley, ale Czarny Pan jest dość potężnym czarnoksiężnikiem. Wiele świetnych czarodziei zmierzyło się z nim i wszyscy są teraz na cmentarzu. Powiedz mi jak nastoletnia uczennica miała poradzić sobie, gdy została obrana za jego cel?

- Mogłam walczyć z tym, pójść do kogoś albo.. – Ginny zamrugała, szukając argumentów, ale pogardliwy grymas ślizgona sprawił, że zamarła.

- Walczyć z Lordem Voldemortem w gierkach umysłowych? Życzę powodzenia każdemu głupiemu, który uważa, że sobie poradzi z czymś takim – prychnął, ignorując spojrzenie Hermiony, która już zmierzała w jego stronę – Zamiast pogrążać się w żalu, Weasley, powinnaś odnaleźć się w tym świecie na nowo. To będzie większym sukcesem i ciosem dla Voldemorta, niż twoje męki i koszmary. On liczył na to by cię złamać, Ginny, a od ciebie zależy czy uniesiesz głowę, czy pozwolisz mu kolejny raz zwyciężyć.

- Teodor ma rację, Gin, nie możesz brać winy na siebie – Harry uśmiechnął się z wdzięcznością do wciąż spokojnego Notta, który przewrócił oczami – Masz natomiast pewność, że jesteśmy przyjaciółmi i pomożemy ci na nowo powrócić do naszego świata.

- Każdy z nas jest zagubiony, ale razem damy radę przebrnąć przez każdą przeszkodę – dorzuciła stanowczo Hermiona, stając przy Teodorze i mierząc go ciepłym wzrokiem, na który odpowiedział uśmieszkiem. Ślizgon podniósł się z siedziska, łącząc na moment ich dłonie, a magia zamruczała niemalże z zadowolenia. Gryfonka przymknęła powieki, biorąc głęboki oddech. Harry zagryzł wargę, zamyślony, ale również wydawał się odprężony bardziej niż przed paroma minutami.

- Chodźcie coś zjeść – zarządziła w końcu, podchodząc do stołu. Teodor przekrzywił głowę, widząc oczami wyobraźni taką scenę za parę lat. Hermiona kręcąca się przy stole, rozsadzająca gości. Potter z tą swoją czupryną, śmiejący głośno wraz z Blaisem. Astoria sącząca wino z kieliszka, a Milli podająca z uśmieszkiem talerz Marcusowi. Pansy i Draco dyskutujący na jakiś temat, a mały Nathaniel zapatrzony w nich wszystkich. Zamrugał, a wizja zniknęła, pozostawiając jedynie nadzieję, że się spełni. Póki co jednak musieli żyć w tej niepewności, wciąż szukając swoich miejsc na świecie.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Dziewczyna obserwowała z zamyśleniem swojego przyjaciela, który niczym się nie przejmując rozłożył się na fotelu i chichotał cicho. Zielone oczy wbijał w dorosłego czarodzieja, który marszczył brwi. Erik Hutz westchnął w końcu, kręcąc przy tym głową z politowaniem na tak dziecinne zachowanie podopiecznego. Hermiona uśmiechnęła się delikatnie, chłonąc widok tak radosnego Pottera. Wybraniec jedynie przy Syriuszu potrafił tak się odprężyć i zachowywać niczym prawdziwy Huncwot. Po śmierci ojca chrzestnego pogrążył się niemalże w depresji, a ona z trudem przekonywała go, że wciąż musi żyć. Żyć i być szczęśliwy. Wraz z Aryą wymyślały tysiące pomysłów jak go rozweselić aż w końcu pojawił się na jego twarzy słaby grymas uśmiechu. Mimo coraz częstszego śmiechu, radosnych spojrzeń Hermiona wciąż widziała w zielonych tęczówkach żal, a również mrok. Teraz przyglądając się gryfonowi czuła dziwny uścisk na sercu oraz rosnącą sympatię do aurora. To wyglądało jakby Harry w końcu pogodził się z odejściem Syriusza, a odnalazł jakąś jego cząstkę w Eriku.

- Ćwiczyłeś? – szorstki głos Hutza był jednak zupełnie inny niż jedwabisty baryton Blacka. Chociaż gdy zwracał się on do Wybrańca zmieniał się w bardziej ciepły.

- Tak – przytaknął zadowolony rozczochraniec za niemą pochwałę od swojego mentora – Z Hermioną również ostatnio pożyczyliśmy książkę nawiązującą do obrony umysłu.

- Domyślam się, że z Działu Ksiąg Zakazanych – bardziej stwierdził niż zapytał auror, zerkając na dziewczynę. Prefekt Naczelna skinęła głową, zastanawiając się czy mężczyzna nie wygada nikomu z nauczycieli. Erik jedynie uśmiechnął się kpiąco, wzruszając ramionami.

- Przewertowałam cała bibliotekę, ale nie było nic w tych książkach, czego by już Harry nie wiedział – wyjaśniła, czując potrzebę wytłumaczyć się z tego przewinienia. Nie byli złodziejami! Tylko pożyczyli książkę na parę tygodni, a potem ją zwrócą.

-  Jestem pewien, że tak zrobiłaś – przyznał Erik, przesuwając spojrzenie ponad jej ramię. Prefekt Naczelna przyglądała się natomiast jego twarzy, zauważając cień zaskoczenia, ale i ciekawości, gdy silne ramię objęło ją w talii. Poczuła znajomy zapach perfum ślizgona, który nachylił się i cmoknął ją w policzek na powitanie.

- Cześć – szepnął do niej, przyciągając tak by oparła się plecami o jego tors. Hermiona uśmiechnęła się bezwiednie, czując dziwną błogość w jego ramionach. Obróciła głowę, stając na palcach i muskając ustami jego wargi. Chwilę później znów zerkała na aurora, który z dobrze ukrytą fascynacją patrzył na ich powiększone grono. Podążyła za jego wzrokiem zatrzymując go na Milli wskakującej Harry’emu na plecy i czochrającej już potargane ciemne włosy. Marcus z Teo wciąż rozmawiali o czymś związanym chyba z Transmutacją, ale obaj przybili piątki gryfonowi. Astoria stanęła natomiast przy Hermionie, muskając palcami jej dłoń. Pansy z Blaisem weszli ostatni, zamykając za sobą drzwi i śmiejąc z czegoś, co powiedział Zabini. Tworzyli dość dziwną grupę zupełnie różnych osób, ale razem byli doskonałą całością.

- Jak Weasleyowie? – spytała Toria, uśmiechając na widok Wybrańca dźwigającego blondynkę uczepioną na jego plecach.

- Nie było tak źle jak myślałam – mruknęła Prefekt, wzdychając i krzywiąc się – Z Ginny nawet nie najgorzej, ale Ron.. nie wiem co myśleć.

- Gdyby to była rozmowa na inny temat na pewno bym zwrócił uwagę, że Panna-Wiem-To-Wszystko nie wie co myśleć – parsknął Draco, uśmiechając do ukochanej, która go szturchnęła – Nie masz co się martwić, Granger, jakoś to będzie.

- Gdyby to była rozmowa na inny temat na pewno bym zwróciła uwagę, że Pan-Wielki-Arystokrata pociesza mugolaczkę w dość nieumiejętny sposób, ale.. – Hermiona wzruszyła ramionami, łącząc ich dłonie w mocny uchwyt i pociągając w stronę aurora. Draco skrzywił się, ale bez mamrotanie poszedł za gryfonką do zbierającego się grona uczniów. Erik przyjrzał się im z chłodną obojętnością, na każdym zatrzymując przez chwilę wzrok. Nie trudno było zauważyć, że paczka przyjaciół była ze sobą blisko. Powstrzymał się przed uśmiechem na ich bezwiedne ustawienie, które przyniosło mu nadzieję, że to nie będą zmarnowane godziny. Chłopcy ustawili się w okręgu, a dziewczęta były w środku, chronione przez wszystkich. Harry natomiast stał na środku, patrząc na wszystkich z sympatią.

- Za rok każde z was może być już martwe – powiedział spokojnie, krzyżując ramiona na piersi i bujając na stopach – A już na pewno każde z was będzie kimś innym. Wojna niszczy, zmienia oraz rujnuje świat. Wojna zabiera mnóstwo ofiar, a nie daje żadnej nagrody za wygraną. Ale ludzie uwielbiają ją toczyć, niektórzy czerpią przyjemność z zabijania, a inni z przyglądania się torturom. Będziecie widzieć obrzydliwe rzeczy, które będą się wam śnić potem latami. Będziecie we krwi i pyle, będziecie zmęczeni i zmarznięci. Wasze serca sczernieją, a wy inaczej zaczniecie patrzeć na świat. Wiele osób nie myśli jednak o zbliżającym się mroku, pozwalając pochłonąć. Jednakże wy wolicie trenować by przetrwać za wszelką cenę. Powiem jasno. Jeśli któreś z was uważa, że nasze spotkania to marnowanie czasu, to niech stąd wyjdzie. Nie chcę poświęcać uwagi dla takiej osoby, która nie podejdzie do ćwiczeń na poważnie. Nie będzie łatwo. Nie będę się litował, a wy będziecie mnie wyklinać równie często, co ja was. Rozumiemy się?

- Tak – mruknęli wszyscy, spoglądając na siebie ukradkiem. Każdy miał cień niepewności w oczach, a ich butne postawy zmieniły się na bardziej pokorne. Byli w końcu tylko dziećmi, które chcą walczyć jak dorośli.

- Nie spóźniajcie się, pilnujcie by was nikt nie zauważył, przynoście tylko różdżki – kontynuował auror, zatrzymując wzrok na ich strojach – Dobrze, przychodźcie w dresach i wygodnych butach. To nie będą bale, a wy będziecie mokrzy i obolali. Nie marudźcie, słuchajcie mnie. Jeśli będziecie przestrzegać tych zasad, to nasze spotkania przyniosą jakieś rezultaty.

- Od czego zaczynamy? – spytał w końcu Harry, uśmiechając, gdy ostre spojrzenie ich trenera spoczęło na nim. Erik uniósł brew, klaszcząc. Pokój życzeń przybrał wygląd wielkiej hali treningowej w szarych i czarnych barwach.

- Nim przejdziemy do pojedynków, to trzeba zadbać o waszą kondycję. Im wy będziecie bardziej wytrzymali, tym wasza magia będzie bardziej stateczna. Silny czarodziej, to równie potężna moc – Erik uśmiechnął się cierpko – Zacznijcie od paru okrążeni wokół sali.

Hermiona skrzywiła się, ale posłusznie z resztą podeszła do ściany. Spięła ciężkie pukle w kucyka, przyglądając pozostałym. Astoria poprawiała sznurowadła trampek, a Milli z grymasem niezadowolenia patrzyła na odcinek trasy do przebiegnięcia. Pansy zrzuciła z siebie bluzę, zostając w podkoszulku, a Blaise poszedł za jej przykładem. Draco, który stał przy niej, wydawał się zrelaksowany. Harry wiercił się niecierpliwie, ignorując mruknięcia Marcusa. Wszyscy byli zdeterminowani oraz przerażeni treningiem. W końcu na ciche polecenie aurora rozpoczęli bieg. Każdy swoim tempem, starając się nie odstawać od reszty. Po trzecim okrążeniu Hermiona czuła, że zaraz wypluje z siebie płuca, a strużki potu spływały po jej skroniach. Astoria truchtająca przy niej potykała się już o swoje nogi, a oddychała równie ciężko co gryfonka. Milli była kawałek za nimi, ocierając ramieniem kropelki z czoła. Miała czerwone policzki, ale dzielnie pokonywała kolejne odcinki. Na prowadzeniu był Draco, który wydawał się wciąż w równie dobrym stanie, co na początku. Na jego piętach siedział Teodor, równie rozluźniony, co Malfoy. Parę kroków od Notta, biegł Harry, którego oczy błyszczały, a uśmiech pojawił się na twarzy. Blaise z Marcusem biegli obok siebie, nigdzie się nie spiesząc. Ku zaskoczeniu Hermiony Pansy trzymała się bardzo blisko chłopaków, również niezbyt zmęczona.

-Agh, już nie mogę – wykrztusiła Astoria, prawie lądując na podłodze. Wystarczył jednak wzrok Erika by z jękiem ruszyła dalej. Hermiona dobrze ją rozumiała, gdyż sama nie przepadała za bieganiem. W końcu auror kazał im się zatrzymać, a oni padli na podłogę. Chłopcy jednak byli wciąż w dobrej formie, a nawet aż nazbyt weseli.

- Biegnijcie dalej – Hutz machnął na Draco, Teodora, Harry’ego, Marcusa, Blaise’a i Pansy, którzy niepewnie popatrzyli na niego – Biegnijcie tak długo aż wam nie każę przestać.

Prefekt Naczelna zerknęła na odbiegających, zastanawiając się skąd u nich taka wytrzymałość. Oczywiście, Draco wspominał, że w Malfoy Manor biega codziennie z ojcem, a w Hogwarcie czasem po Zakazanym Lesie z Teo, ale nie spodziewała się, że po tak wielu okrążeniach oni wciąż mają siłę na uśmieszki. Erik spojrzał na pozostałych, uśmiechając dość nieprzyjemnie.

- A wy zaczynajcie się rozgrzewać.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

Dziewczyna zakreśliła kolejną informację w książce, gładząc piórkiem swój policzek. Uniosła na moment wzrok obserwując szalejące płomienie w kominku, które wyginały się w swoim własnym tańcu. Przesunęła spojrzenie dalej, przyglądając chłopakowi. Miała za zadanie poduczyć Ginny zaległości, na prośbę samego dyrektora. Minął tydzień od powrotu rodzeństwa, tydzień gdy szkoła wrzała od plotek na temat rudzielców. Hermiona złapała spojrzenie Teodora, który czytał gruby tom na temat telepatii. Czarne tęczówki błysnęły jednak ciepłem, a różowe usta wygięły w uśmiechu. Przewróciła oczami, zerkając na resztę osób. Ginny siedziała na fotelu, pisząc pieczołowicie wypracowanie. Zarzuciła na siebie gruby sweter z wielką literą F na przodzie, co dość wyraźnie mówiło, że była to bluza jej zmarłego brata. Kartkowała od czasu do czasu podręcznik w poszukiwaniu informacji. Ron zajął miejsce obok siostry, pogrążony w lekturze Eliksirów. To był dziwny widok, obserwowanie jak ze skupieniem przesuwał wzrokiem po zdaniach. Wciąż się nie odzywał, co wszystkich trochę przerażało.

- Mam dość – stwierdził w końcu Harry, odchylając do tyłu i odrzucając od siebie wypracowanie.

- Mówiłam byś nie odkładał wszystkiego na ostatnią chwilę – burknęła Hermiona, przewracając oczami – Ale niee, wielki Wybraniec, jest zbyt zajęty by zająć się pracami domowymi.

- To był ważny trening – uporczywie odparł Potter, krzywiąc się – Mamy w końcu pokonać ślizgonów, prawda?

- Och, gdyby to usłyszał Draco lub Marcus – wymamrotał cicho Teo, uśmiechając z politowaniem do gryfona – Napisałeś chociaż coś z sensem?

- Oczywiście, że tak – prychnął zielonooki, zamykając z hukiem podręcznik i unosząc brwi – Ktoś ma ochotę zagrać w szachy?

- Harry – jęknęła Prefekt, zerkając na pogięty już pergamin, który był jego esejem – Będziesz musiał to przepisywać.

- Daj spokój, Hermiono – zachichotał, pstrykając ją w nos i podnosząc się do góry – Ron, pójdziesz ze mną po szachy?

- Jedna partyjka, a potem kończycie eseje – ostrzegła, gdy obaj wychodzili. Teodor zaśmiał się, kierując w stronę kuchni i pytając czy któraś ma ochotę się czegoś napić. Gryfonki poprosiły o herbatę, wciąż pogrążone w swoich zajęciach. W pewnym momencie drzwi do salonu się otworzyły, a w wejściu stanął Draco. Ślizgon zmierzył spojrzeniem oniemiała Ginny, a potem wolnym krokiem podszedł do drugiej gryfonki.

- Wszystko w porządku? – spytała z troską Hermioną, gdy opadł na sofę obok niej wciąż milcząc.

- Tak – odparł krótko, kładąc ramię na oparciu za nią i odchylając do tyłu. Dziewczyna niemalże odruchowo zmieniła pozycję tak by położyć nogi na jego udach. Uśmiechnęła się przy tym, gdy srebrne spojrzenie błysnęło ciepło.

- Wydajesz się zmartwiony – szepnęła,  zamykając czytany podręcznik i przyglądając jego zmarszczonym brwiom. Malfoy przypatrzył się jej przez chwilę, przyciągając bliżej oraz obejmując. Nad ramieniem gryfonki zerknął na Ginny, która patrzyła na nich niepewnie. Gdy jednak lodowate oczy złapały ją na podpatrywaniu, zawstydzona spuściła głowę.

- Po prostu się stęskniłem – powiedział cicho do jej ucha, muskając wargami czoło ukochanej i wdychając truskawkowy zapach włosów – Masz coś zaplanowane na wieczór?

- Tak – odparła zdecydowanie co sprawiło, że smutek mignął w jego oczach – Ciebie w moim pokoju.

- Och, to mi bardzo odpowiada – przyznał, miło zaskoczony jej chęcią spotkania oraz spędzenia więcej czasu ze sobą – Co będziemy robić?

- Relaksować się i cieszyć sobą – wzruszyła ramionami, odsuwając nieznacznie, gdy Teo wrócił z powrotem. Odebrała kubek z herbatą, zaciągając cytrusowym zapachem. Draco zagadał Notta, a ona przypatrzyła się zamyślonej Ginny. Młoda czarownica jednak uśmiechnęła się lekko, pisząc dalej esej. Dopiero, gdy Harry z Ronaldem wrócili blondyn pożegnał się i zniknął za obrazem, nie chcąc spędzać czasu z rudym.

- Może się skusisz? – Harry machnął na Notta, który uniósł brew – Rozumiem, że nie.

- 5 punktów dla Gryffindoru za spostrzegawczość – prychnął ciemnowłosy, przewracając oczami i zaczytując w książce.

-Ach, ślizgoni – wymamrotał Potter, rozstawiając planszę i sadowiąc się na podłodze z cichym towarzyszem.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

- Umieram, A., po prostu umieram – jęknęła Hermiona do słuchawki, opierając o barierkę i wzdychając – Nie pamiętam już czemu tak mi się ten pomysł podobał.

- Nauczycie się lepiej walczyć – przypomniała jej ciepło przyjaciółka, chichocząc – Czyli było gorzej niż z panią Dietrich ze szkoły?

- Możesz mi wierzyć, że ona przy Hutzie jest bardzo łaskawą i miłosierną osobą – zaśmiała się Prefekt, mrużąc powieki i patrząc na błonia – To był już drugi trening i nic się nie zmieniło. Tylko wszystko bardziej boli. Najpierw biegaliśmy, potem rozciągaliśmy, potem znów biegaliśmy, potem rozciągaliśmy i robiliśmy milion różnych rzeczy od której nie czuję teraz nic więcej niż okropnego bólu.

- Moja biedna czarownica – jasnowłosa powiedziała to ciepło, a Hermiona niemalże czuła jak ją mugolka obejmuje – Niech Draco zrobi ci masaż. Albo Blaise.

- Żebyś wiedziała, że wymuszę to na nim – przytaknęła stanowczo, uśmiechając gdy w wejściu pojawiła się ciemna sylwetka – O wilku mowa. Napiszę do ciebie jutro, dobra?

- Czekam już przy oknie – parsknęła szczęśliwa nastolatka, obiecując, że szybko odpisze – Kocham cię, H.

- A ja ciebie, Ar – pożegnała się gryfonka, podając słuchawkę przyjacielowi. Blaise radośnie przywitał się z ukochaną, czochrając czuprynę Prefekt. Dziewczyna przemknęła do wyjścia, znikając za drzwiami. Musiała jak najszybciej wrócić do siebie i położyć na łóżku.

- Było aż tak źle? – Arya spytała od razu chłopaka, kiedy ten się już odezwał – Tydzień temu byliście wykończeni, ale zdeterminowani, a teraz niemalże Hermiona skoczyła z Wieży.

- Tydzień temu w porównaniu z tym, to pestka – zgodziła się Zabini, krzywiąc na liczne zakwasy – Malfoy i Nott niemalże padli, gdy Hutz kazał im wciąż biec i biec. Tak jakby postanowił, że nas wszystkich złamie.

- Może to jest właśnie jego cel? – zaproponowała jasnowłosa, siedząca wiele tysięcy kilometrów od niego – Może chce was złamać, a potem poskładać?

- Nie mam pojęcia, skarbie, ale trenuje nas chyba niczym armię młodych aurorów – Blaise oparł się plecami o ścianę Wieży i westchnął – Jak ci poszła dzisiaj biologia?

- Hmm, biorąc po uwagę, że przegadaliśmy całą wczorajszą noc, a ja się nie uczyłam, to nawet nieźle – mulat zaśmiał się słysząc jej optymizm, a jednocześnie rozbawienie – Nie ma żadnego eliksiru by szybciej się uczyć?

- Niestety nie znam takiego – zgasił nowy pomysł dziewczyny, zerkając na rozgwieżdżone niebo – Gdzie jesteś?

- Na dachu przy moim pokoju – odpowiedziała spokojniejszym tonem, bardziej zamyślonym – Widzisz księżyc?

- Tak. Jest dziś piękny – zauważył, obserwując jasną kulę – Jest zimno. Założyłaś bluzę?

- Tak, mamo, założyłam – jęknęła, wywołując uśmieszek u Blaise’a – I nie, nie siedzę na śniegu. Wyciągnęłam też koc i się nim opatuliłam. Nie martw się, karmelku.

- Gdybym miał przestał się o ciebie martwić, to tylko wtedy gdy leżałabyś w moich ramionach – odparł poważnie, przekręcając sygnet na palcu – Za tydzień obiad u mnie w domu, pamiętasz?

- Ciężko zapomnieć – prychnęła, kichając jednocześnie – Blaise?

- Tak, księżniczko?

- A co jeśli twoja mama mnie nie polubi? – spytała cicho.

- Moja mama już cię uwielbia, skarbie, od momentu, gdy sprawiłaś, że jestem szczęśliwy 
– Zabini był pewien tego, gdyż jego matka od wielu tygodni domagała się spotkania z jego dziewczyną – Nie masz co się przejmować. To ma być fajna zabawa, a nie stres i obiad.

- Jesteś niesamowity, wiesz? Wszyscy martwą się wojną, wszyscy widzą same problemy, a ty chcesz wciąż się bawić – Arya Roser niemalże to wyszeptała – Blaise, możesz mi coś obiecać?

- Obiecuję – odparł od razu, naciągając kaptur na głowę – Co właśnie obiecałem?

- Nawet nie wiesz co, a to zrobiłeś – wydawała się zaskoczona tą szybką, ale i poważną odpowiedzią – Dlaczego?

- Ufam ci, Arya, ufam i jestem w stanie zrobić wszystko. Wszystko – odparł z mocą, zastanawiając się skąd ta siła i pewność – Co obiecałem, skarbie?

- Nigdy nie przestaniesz widzieć pozytywów w najgorszym momencie życia, okej? – poprosiła go cicho – Wszędzie znajdziesz jakąś iskierkę. Nawet w najmroczniejszej chwili.

- W porządku, jeśli ty mi obiecasz, że zawsze mi ją wskażesz – przymknął powieki, wstrzymując oddech. Przytaknęła cicho, milknąc. Oboje wsłuchali się w swoje oddechy, wyobrażając, że siedzą obok siebie. Blaise czuł się niezmiernie szczęśliwy jak każdego wieczoru, gdy dzwonił do dziewczyny. Uwielbiał słyszeć jej głos, widzieć ja oczami wyobraźni przed sobą. Fioletowe oczy, zarumienione policzki i jasne włosy. Była jego aniołem stróżem, jego światełkiem. Właśnie tą iskierką o której wspominała – Arya?

- Jestem – wyszeptała, a coś zaszurało w tle – Właśnie kładę się do łóżka. Za zimno jednak się zrobiło.

- Przykryj się kołdrą – przypomniał, zagryzając wargę – Leżysz?

- Tak – potwierdziła, niemalże szepcząc – Możesz się nie rozłączać? Lubię zasypiać, gdy słyszę, że wciąż tam jesteś. To prawie tak jakbyś leżał obok mnie.

- Jasne – brązowe tęczówki chłopaka zalśniły czułością, odbijając liczne gwiazdy. Jednakże on wciąż ich nie widział, zbyt bardzo pochłonięty słuchaniem oddechu ukochanej. To było dziwne, nienormalne. Wiedział, że jest zbyt młody by nazwać to uczucie prawdziwą miłością. Czy w końcu ona była? Dzieciaki w ich wieku trwały jedynie w pustym przekonaniu, że wiedzą co to za uczucie. Te ich liczne zauroczenia, to właśnie była dla nich miłość. Jednak Blaise wiedział, że to były błahostki. Krótkie wątki w ich życiach, o których za parę lat zapomną. Nie będą pamiętać czy ich ukochany miał brązowe oczy czy niebieskie, nie będą pamiętać czy ich ukochana była blondynką czy ciemnowłosą. Wszystko się zleje w jedno. Ale to co czuł do Aryi.. to była miłość. To dziwne, pokręcone uczucie, które męczyło go niczym choroba. Gdy starał się o niej nie myśleć, sprawiał, że tylko jeszcze bardziej miał ją w głowie. Gdy starał się czytać, widział ją oczami wyobraźni. Była niczym duch, wszędzie odnajdywał jakiś szczegół, który do niej pasował. Czym więc była ta miłość? Według niego to coś więcej niż uczucie, to coś, czego nie da się opisać.

- Arya? – chrząknął, czując nagle, że jego teoria się spełniła. Jednakże nie uzyskał odpowiedzi, a jedynie spokojny szmer jej oddechu. Uśmiechnął się delikatnie, zasmucony trochę, że nie może usłyszeć jego odkrycia - Nie jestem w tobie już zakochany.
Blaise podniósł się, stając na krawędzi i zerkając na Zakazany Las. Pojedyncze płatki śniegu tańczyły na wietrze, zachęcając by do nich dołączył. Wyciągnął twarz w stronę księżyca, zapamiętując szum wiatru, chłodny powiew na buzi oraz skrzypanie śniegu pod jego stopami.

- Kocham cię, Arya – wyznał, a jego słowa rozpłynęły się w powietrzu.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

Draco leżał wygodnie na łóżku gryfonki, obserwując ją ukradkiem. Prefekt Naczelna w swoim zbyt dużym podkoszulku z rysunkiem jakiegoś niebieskiego ludzika i luźnych dresach, wydawała się aż za bardzo kusząca. Dziewczyna spakowała torbę na jutro, mówiąc nieustannie o ostatnim eseju na Runy. Malfoy słuchał jej cierpliwie, wiedząc że musi się wygadać. Dopiero po kolejnych paru minutach Hermiona usiadła przy nim, chowając twarz w dłoniach.

- Przepraszam, wiem, że zanudzam – wybąkała nerwowo, drżąc bezwiednie, gdy musnął palcami jej pleców – Po prostu.. nie wiem, Draco. Nie wiem co robić.

- Po prostu bądź, Granger, a wszystko się ułoży – zapewnił ją, przyciągając do siebie. Położyli się na boku, przypatrując uważnie swojemu parterowi. Hermiona z zarumienionymi policzkami zerkała na niego spod ciemnych rzęs, a malinowe usta drżały.

- Co myślisz o Hutzu? – spytała zamyślona, bawiąc palcami guzikami jego koszuli – Jest dość wymagający.

- Nic mi nie mów – jęknął ślizgon, przypominając sobie ostatni wycisk oraz wciąż bolące go wszystkie mięśnie – Traktuje nas jakbyśmy byli nadludźmi.

- Hartuje nas, to dobrze – mruknęła, zagryzając policzek – Najpierw umocnimy ciało, a potem przejdziemy do magii. Będziemy ćwiczyć pojedynki, wy z Harry’m Czarną Magię..

- Jest w tym naprawdę dobry, nie musisz się tak martwić – Draco musnął palcem jej zmarszczonego czoła, gdy się zasępiła – Jestem pewien, że niedługo w ogóle nie będzie u sprawiała problemów.

- To dziwne, prawda? – ponownie przypomniała sobie widok Wybrańca w Komnacie Tajemnic. Parę razy obserwowała jak spokojnie pojedynkuje się ze ślizgonami, a zaklęcia wypowiada gładko, niemalże czule. W takich momentach jego oczy niemalże świecą zielenią, włosy falują i czernieją, a on sam otacza się ciemnością. Drgnęła, przypominając sobie jak intensywnie bije od niego magia, jak kusi i nęci.

- Ma talent – Draco przyjrzał się gryfonce, która patrzyła na jego lewę ramię z troską. Smukłymi palcami odsłoniła rękaw bluzy, muskając opuszkami wytatuowanego węża. Oboje dobrze pamiętali jak znalazła go wtedy na korytarzu i tu sprowadziła. Po raz pierwszy widziała wtedy słabego Malfoya, który nie miał sił na nic.

- Gdy zginął Syriusz, Harry zaczął się zmieniać – szepnęła, wciąż gładząc jego przedramię – Często był ponury, chował się w pokoju i nie chciał rozmawiać. Nocami wychodził z domu i chodził bez namysłu po ulicach. Zaczynał pogrążać się tak bardzo w żalu, że mrok go otaczający zdawał się wsiąkać w niego. Razem z Aryą wciąż przy nim byłyśmy, pocieszałyśmy i wyciągałyśmy na zewnątrz. W końcu zaczął do nas wracać z tej otchłani rozpaczy. Wydaje się często, ze to znów on. Harry. Ale wciąż ma w oczach tą ponurą pustkę.

- Stracił ojca chrzestnego – delikatnie zauważył Draco, ściskając jej dłoń.

- Tak, stracił Syriusza za szybko. Nie zdążył się nacieszyć, że go ma – mruknęła, uśmiechając blado – Czasem gdy patrzę jak ćwiczy z wami Czarną Magię widzę, że ta ciemność wciąż w nim jest. Powoli wsiąkła w niego, stała się jego cząstką. Kocham go takiego jaki jest. Bardzo. Ale boję się czasem by ten mrok nie powiększył się.

- Na pewno Potter odnajdzie równowagę, Granger, on w sumie już to opanował – zapewnił ją, z namysłem kręcąc głową – Harry nie daje się wciągnąć w macki Zakazanych Sztuk. On umie nimi rozporządzać. Jest w tym niezły, w opieraniu się ciemności, ale kontrolowaniu jej. Ale ma również w głowie jak gdyby granicę, której nie przekracza.. w końcu wciąż ma dla kogo walczyć, prawda?

- Po śmierci Syriusza przestał widzieć sens czegokolwiek – wzdrygnęła się, bliżej przysuwając do ślizgona – Coś w nim pękło.

- Ale dałaś radę złożyć go z powrotem, Granger – blondyn przytulił ją, opierając brodę o czubek jej głowy – Potter wie, że wciąż ma rodzinę, którą musi chronić. A aby ją bronić, musi żyć. Jesteś dla niego najbliższą osobą, Granger, on to wszystko robi dla ciebie.

- Po postu go kocham – szepnęła, muskając nosem jego obojczyk – On też jest dla mnie rodziną, Draco.

- Właśnie dlatego, to ty jesteś tą równowagą. Ty wyznaczasz granicę w jego głowie – wyjaśnił, unosząc jej brodę by móc spojrzeć w czekoladowe oczy – I skoro już się w to zagłębiamy, to jesteś też równowagą dla mnie.

- To chyba jedna z najdziwniejszych rzeczy jakie usłyszałam i które mi się tak spodobały – zaśmiała się, całując go czule – Draco?

- Granger – niemal niemo odparł, mieszając ich oddechy ze sobą.

- Zostań dziś na noc – poprosiła, niepewnie gładząc kciukiem jego policzek – Znaczy, jeśli nie chcesz, to..

- Zamknij buzię, Granger – parsknął, podciągając kołdrę i okrywając ją czarownicę. Ułożył się przy niej wygodniej, wciąż tuląc w ramionach. Wsłuchał się z powrotem w jej ciepły głos, gdy zaczęła mu coś opowiadać. Przegadali prawię pół nocy, nim zmorzył ich sen. Zasnęli mocno w siebie wtuleni, jakby obawiając, że w nocy spełnią się ich najgorsze koszmary.





16 komentarzy:

  1. Boże, pisz więcej....
    To jest wspaniałe, cudowne... no nie ma słów.
    Z chęcią przeczytam wszystko co napiszesz.
    Życzę weny.
    Pozdrawiam,
    HH

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ranyy, dziękuję bardzo bardzo!
      Nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło, gdy przeczytałam ten komentarz *_*
      Ściskam ciepło,
      Lupi♥

      Usuń
  2. Och, wpaniały rozdział :D
    Ron i Ginny wrócili, mam nadzieję że im się poprawi.
    Wszyscy mieli niezły wycisk na treningu :D
    Blaise i Arya. Słodko. Cieka jestem obiadu, mam nadzieję że matka Blaise'a przyjmie ją do rodziny.
    Draco i Herm jak ja kocham ich relacje.
    XxPozdroXx
    Kiedy nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sama się zmęczyłam pisząc o tym ich treningu xd Ja bym padła po pięciu minutach! ;D
      Rozdziały będą różnie dodawane, bo Lupi jest w klasie maturalnej ;<

      Usuń
  3. Wspaniały rozdział <3.
    Oby tak dalej!
    Pozdrowionka :3
    Alicja z http://srebrnalza.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny rodział:) zresztą jak każdy :) Twój blog jest cudowny , czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merlinie, aż się zarumieniłam! Dziękuję x 345678!
      Mam nadzieję nie zawieść,
      Lupi♥

      Usuń
  5. ooooo jak słodko :3 fajnie że rudzielce wrócili i jest wszystko jak na razie dobrze biedna Gin ale jest silna da radę :D
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak to będzie ^^ Ale obiecuję, że ciekawie!

      Usuń
  6. Cudowny rozdział !
    Ron i Ginny wrócili, szkoda, że Ron się nie odezwał, mam nadzieję, że w następnym rozdziale mu się poprawi.
    Hutz nieźle daje im wycisk :) to dobrze, że pomaga opanować magię i nauczyć paru sztuczek ;)
    Jejku Blaise i Arya, kocham ich paring :*
    Blaise jest przy niej taki słodki i kochany ❤❤❤
    Draco i Hermiona, cudowni ❤
    Strasznie szkoda Nathaniela :'( oby przeżył jeszcze wiele wspaniałych chwil :*
    Ps. Weny życzę!
    Aki Aki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potrzebuję właśnie złamanego Rona, a ten zwykle rozgadany chłopak nagle nie potrafi się wysłowić.. lubię ich męczyć!
      Erik jest ostry, ale świetny z niego auror!
      Cieszę się, że Arya & Blaise się podobają, bo ja serio ich lubię :D i lubię o nich pisać!
      Nathaniel, to hmm mój słaby punkt. Będzie równie bardzo cierpiał i równie często się śmiał!
      Wenę pobieram i mocno ściskam,
      Lupi♥

      Usuń
  7. Ajajajajaajajajaj, gdzie Pansy? Ja się pytam, gdzie ona jest. Może w 3 zdaniach ją widziałam... moja droga, ja tutaj liczę na tak, jak ci już wielokrotnie pisałam duużo Pansy, no, ale jak jej nie ma to nie pozostaje mi nic innego, jak skomentowac całą resztę. Blaise, Blaise, Blasie, jaki on czuł, jaki kochany, jaki słodki. Gdzie on był, jak ja biegałam po deszczu bez kurtki, no nie mógł do mnie zadzwonić? Jest taki uroczy w tej miłości, nawet nie próbuj mi tego psuc, bo ta jego ukochana mimo, że zapewniasz nas o jej wspaniałości i wiadomo, że Hermi nie przyjażniłaby się z istotą pokroju Voldemorta, to ona mi się nie podoba, no nie podoba mi się. Ogólnie to powiem ci, zę strasznie się bałam tym, że jak powrócą najbardziej rudzi z rudych, to przyjaźń między naszymi wojownikami zawiśnie na włosku. Tak robią ludzie na innych blogach, ale ty nie jesteś jak inni i mi to za każdym razem udowadniasz!!! I kurczaki, jak czytam Wichrowe wzgórza, to mam podobne uczucia, jak tutaj i o to chodzi. Musze oczywiście oddnieśc się do mojego odmiennego Draco, nieby odmiennego a jednak nadal tego samego. Oj jak wspaniale, że nie zabierasz mu tego jadu, którego tak uwielbiam, jak wspaniale z twojej strony, że on nadal mówi do Hermi Grenger. Dla mnie to ważne. Bo obydwie wiemy, że Dramione mogłoby być możliwe w świecie JK, ale ono właśnie wyglądałoby tak, to nie byłaby cukierkowa miłość, to byliby nadal Grenger i Malfoy. I to jest to, ten wyjątek i moja ulubiona Pansy, Lubisz, jak cię chwalę, ale to nie jest chwalenie, no czymże jest chwalenie czegoś, co należy chwalić. To zwykła formalnosć. Uwierz mi, że coedziennie sprawdzam, czy jest rozdział. Wczoraj nie sprawdziłam a się pojawił. Przypadek? Nie sądze... Wybacz za błędy, ale pisze na szybko, bo tylko teraz mogę skupić w sobie wszystkie myśli, jakie chcę ci przekazać. Własnie oglądam Harrego, bo tvn nas kocha. I to jest takie klimatyczne. Gratuluję, czekam na więcej i szybciej, a nawet i możesz dla mnie codziennie pisać i nigdy nie kończyć. Powodzenia :*
    Anonimowa Scarlett

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, obiecuję, że Pansy się pojawi nie w następnym, a jeszcze kolejnym! Będzie, będzie Pansy ja też się za jej postacią stęskniłam, a tak bardzo lubię o niej pisać! Zasmuciłaś mnie, że średnio lubisz Aryę, bo ja jej postać lubię i staram się by inni też. Czy jest wspaniała? Cóż, romansowanie z Zabinim będąc wciąż z Masonem? To nie należało do jej wspaniałości i będzie popełniać błędy, ale to później :D Nie, myślę, że mimo powrotu Hermiona nie porzuciłaby innych i tego nie zrobi xd A co do Draco.. co to za Malfoy bez grangerowania? :D Lubię bardzo czytać Twoje komentarze, bo nie dość, że rozbudowane, to tak wielką mi przyjemność sprawiają w czytaniu!
      Mocno ściskam i pozdrawiam,
      Lupi♥

      Usuń
  8. Rozdział świetny, podoba mi się jak wszyscy swobodnie się ze sobą czują :). Czekam aż relacja Astoria i Harry rozwinie się bardziej, świetnie opisujesz sytuacje Ginny i Rona, bardzo wiarygodnie ;). Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam na nowy rozdział! :) :*

      Usuń