23 lipca 2014

Kraj łez jest taki tajemniczy!


Ciepłe promienie łaskotały ją po twarzy. Lekki wiaterek bawił się jej włosami. Z uśmiechem siedziała na błoniach, pokrytych jesiennymi liśćmi. Otworzyła oczy i spojrzała w prawą stronę. Jej towarzysz z zadowolonym wyrazem twarzy patrzył w niebo. Jego czarne włosy wpadały mu do oczu, które przyglądały się białym chmurom.
-Hahaha, patrz tamten wygląda, jak Hagrid! – jego śmiech roznosił się na dworze. Uczniowie przyglądali się im z zainteresowaniem, ale nie tak jak wielkim jak wcześniej.
Minął tydzień od jej wybudzenia. Czuła się teraz o wiele lepiej. Wszystkie zaległości nadrobiła w niecałe trzy dni, a jej aktywność na lekcjach (na które wróciła czwartego dnia) dodała kolejne punkty w Gryffindorowi. Najbardziej zaskakującą zmianą było zachowanie Blaise’a i Teodora, którzy nie ukrywali już ich przyjaźni. Chodzili razem na zajęcia, a później spędzali wspólnie czas. Wychodzili na błonia, jak teraz albo szli do PWCzD. Tam czytali nowe książki, poznając powoli nowe sekrety komnaty. Na początku ślizgoni na każdym kroku życzyli jej śmierci, a teraz? Teraz nawet nie patrzyli na nią ze złością. Raczej z zimną obojętnością. Zabini mówił, że to sprawka Dracona, ale ona nie mogła w to uwierzyć. Albo nie chciała. Co prawda Ślizgon uśmiechał się do niej i był milszy, ale nie mogła się do tego przyzwyczaić. Czasem do nich dołączał, ale większość czasu spędzał z Pansy. Przyjaciółka chłopaków nie okazywała jej żadnych ciepłych, jak i zimnych uczuć. Były sobie obojętne. Co innego Astoria Greengrass. Miona zawsze czuła się niepewna w jej obecności. Ślizgonka oskarżała ją o chorobę Teo, na którą zapadł gdy ona „spała”. Siostra Dafne nie mogła znieść, że jej kumpel z dzieciństwa zostawia ją dla jakiejś wychowanki domu Lwa.
Dziewczyna spojrzała w drugą stronę. O pobliskie drzewo opierał się mroczny Wąż. Ze skupieniem szkicował coś w swoim zeszycie. Jego długie, szczupłe palce były pobrudzone ołówkiem. Z uwagą wpatrywał się w swoje dzieło i ze zmarszczonymi brwiami coś poprawiał. Po chwili uniósł te czarne tęczówki i ich oczy się spotkały. Hermiona uśmiechnęła się do niego, a on odpowiedział jej ciepłym spojrzeniem. Przyglądali się sobie, ciesząc się sobą nawzajem.

-Pokażesz mi swoje dzieło? – spytała. Uwielbiała rysunki Teodora. Chłopak przewrócił oczami i podniósł się by do niej podejść.
-Teo?  Możemy porozmawiać? – Astoria wpatrywała się w Gryfonkę ze złością. Jej psiapsióły stały za nią jak eskorta dla królowej.
-To zależy. – mina Notta nie wyrażała niczego. Wiedział, że dziewczyna nie może przeboleć jego przyjaźni z Hermioną, ale nie miał zamiaru rezygnować z uśmiechów Minki dla kaprysu Astorii. –O czym?
-To ważne, nie wygłupiaj się – zmarszczyła swoją idealną buzię. Jej zielone oczy błysnęły smutkiem, złością oraz zazdrością. –Przyjaciele na zawsze, pamiętasz?
-Pytanie, czy ty to pamiętasz.. – mruknął cicho, ignorując karcący wzrok prefekt naczelnej.
-Hmm, nigdy nie widziałem by Teodor się wygłupiał, dopiero przy Hermionie zobaczyłem, że potrafi się uśmiechać – Draco Malfoy podszedł do ich grupki. Był ubrany w ciemne dresy, a jego policzki lekko się zarumieniły. Miotłę przerzucił przez ramię, wracając z treningu.
-Daj spokój, Smoku. – Teo zmarszczył brwi -O czym chcesz rozmawiać?
-O Tobie, o mnie, o nas?! – Hermiona przyglądała się z nie małym zdziwieniem, kiedy jej zielone, migdałowe oczy zaszkliły się. Blaise nadal patrząc w niebo, zaczął się śmiać, a po chwili Malfoy mu wtórował.
-O rzesz, Greengass to zabrzmiało jak jakiś melodramat! Chcę rozmawiać o Tobie najdroższy, o nas, ma miłości! – mulat kpił sobie w najlepsze, a jego blond przyjaciel zwijał się ze śmiechu obok niego. Dziewczyna pokiwała smutno głową, odwróciła się i odeszła. Jej psiapsiółki popatrzyły na Gryfonkę z pogardą, a do chłopców zamrugały rzęsami.
-To było zabawne Blaise, hahaha, prawda Dracusiu? – wdzięczyły się do przystojnych Ślizgonów, nie zwracając uwagi na oddalającą się smutną Astorią. Wychowanka domu lwa nie mogła zrozumieć, jak mogą się tak zachowywać! Ich przyjaciółka została odrzucona i wyśmiana, a one próbowały poderwać osoby, które zraniły zielonooką. Sama nie wyobrażała sobie mieć takie kółeczko kumpelek. Ona i Harry to inna forma przyjaźni. Mówią sobie wszystko i wiedzą jak pomóc, ale to Ginny zawsze odgadywała przyczyny jej smutków. Ginny… ich ostatnia rozmowa nie przebiegła najlepiej..

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Hermiona od dwóch dni przesiaduje w swoim pokoju, teraz jednak postanowiła to mienić. Obudziła się rano, umyła i uczesała. Parę minut kompletowała strój, zdecydowała się na swój ulubiony zielony sweterek i ciemne rurki, do tego założyła baletki. Włosy spięła w niechlujnego koka. Jeszcze lekki makijaż i już. Teraz najgorsze zadanie, przekonać Notta, że dobrze się czuje. Przybrała niewinną minkę oraz zgarniając torbę z książkami, weszła do ich salonu. Usiadła wygodnie na JEJ fotelu i wpatrywała się z oczekiwaniem w drwi współmieszkańca. Po paru minutach wyczekiwany Prefekt wyszedł z pokoju. Obrzucił ją nieuważnym spojrzeniem i zajął łazienkę.

-Idziesz? – odwróciła głowę i zobaczyła Teodora stojącego w drzwiach. Ubrany w znoszone dżinsy i niebieski T-shirt z logo Wrzeszczących Jędz. Przez ramię przerzucił swoją czarną bluzę.
-Yy, tak? – miała być pewna, ale zdziwiła się, że nie próbuje jej powstrzymać. Uśmiechnął się i dżentelmeńskim ruchem otworzył wejście – Madame, Granger?
Po chwili szli ramię w ramię do WS, a dziewczyna spoglądała na towarzysza spod oka.
-Co jest? – uniósł brew i patrzył nadal przed siebie.
-Żadnych protestów i wgl. Zdziwiłam się, jeszcze przedwczoraj nie chciałbyś nawet o tym dyskutować…
-Hmm, jak się obudziłem i zobaczyłem cię na fotelu to wiedziałem, że cię nie namówię. Na dodatek ostatnio lepiej się czułaś, a dziś przespałaś całą noc. Nie patrz tak na mnie po prostu wiem i tyle. – zapadła między nimi cisza, ale nie pełna gniewu i niechęci tylko ta kojąca, troskliwa.
-Teo?
-Hm?- otworzył drzwi i przepuścił ją przodem.
-Dziękuję – szybko pocałowała go w policzek i śmiejąc się z jego zaskoczonej miny pobiegła do stołu Gryfonów. Chłopak pokręcił głową oraz usiadł obok Węży. Marcus Fint spojrzał na niego z szerokim uśmiechem, a po chwili zaskoczony patrzył jak Dracon i Zabini się do nich dosiadają.
-Szkoda, że nie jest ślizgonką – mruknął Blaise patrząc na przyjaciółkę ściskaną przez wychowanków domu lwa.
-Jakby była to nie wiem, czy nie mielibyśmy przesrane Diable.- Malfoy ukazał białe ząbki -Sam widziałeś, jak się jej boją.
-Niee, ja sam odczułem jej gniew – wybuchnęli śmiechem widząc przerażoną minę mulata –I serio, nie narażajcie się i nie dajcie się zmylić jej anielskiej urodzie.
-Pfy, to nie wy, boicie się zasypiać we własnym łóżku, myśląc ze zgrozą co będzie jeśli Hermiona odkryje, że nie skończyliście pracy domowej na transmutacje. – Teodor przewrócił oczami na wspomnienie furii dziewczyny.
Wielu uczniów popatrzyło w ich stronę z zaskoczeniem, gdyż stół slytherinu od dawna nie był w tak dobrym nastroju, a o ich śmiechu dawno zapomnieli. Mieszkańcy Węża, z zaciekawieniem patrzyli na przystojnych domowników, którzy śmiali się wniebogłosy. Przysunęli się bliżej by wtajemniczono ich w sytuację. Nic jednak nie usłyszeli..

 

Hermiona uniosła wzrok, słysząc głośny rechot przyjaciół. Paru ślizgonów zwijało się ze śmiechu. Popatrzyła na nich zdziwiona. Ostatnio kiedy widziała stół Slytherina był cichy i ponury. Teraz jednak jej znajomi żartowali oraz błaznowali. Popatrzyła na nich z czułym uśmiechem musiała przyznać, że zaczęło jej zależeć na szczęściu Teo, Diabła i .. no dobra.. i Malfoya. Po chwili jej oczy napotkały srebrne tęczówki. Blondyn mrugnął do niej, a następnie  uśmiechnął się szeroko, odgarniając włosy wpadające mu do oczu. Szturchnął przyjaciela, a sekundę później Gryfonka chichotała z min Diabełka. Jej wzrok skierował się dalej i znów zachwyciła się głębią czarnych oczu wpatrujących się w nią. Teodor pijący właśnie sok, posłał jej niewinny uśmiech, a siedzący obok niego szatyn uniósł w jej stronę kielich z piciem, jakby chciał wznieść toast. Uniosła zdziwiona brew, a potem z miną „i tak się dowiem” uniosła swoje naczynie. Zignorowała oburzone głosy podopiecznych McGonagall i ze szczerym uśmiechem wróciła do śniadania. Rozejrzała się za Ginny, tak bardzo za nią tęskniła. Przy stole nie było jej burzy rudych włosów. Do wielkiej Sali weszła właśnie niska dziewczyna. Miała czarne włosy upięte w kucyki, mocny makijaż i była dość wyzywająco ubrana. Czarna, skórzana miniówka odsłaniała zgrabne nogi, a lekko prześwitująca bluzka ukazywała koronkowy stanik pod spodem. Zdumiona brązowowłosa patrzyła na nowo przybyłą.

-Kto to? – spytała cicho Seamusa, siedzącego obok.
-Yy, to Ginny – powiedział i wpatrywał się w Weasley z fascynacją.
-Ginny? – szepnęła i teraz rozpoznała przyjaciółkę. Zmieniła się jednak i z trudem uwierzyła, że to naprawdę ona.
-Hej, Hermiona! – siostra Rona usiadła obok niej, a wokół rozniósł się zapach alkoholu.
-Hmm, hej Gin? – uściskały się ostrożnie i niepewnie.

Do końca śniadania Hermiona patrzyła na poczynienia byłej rudowłosej, na jej aluzje i flirty. Poczekała aż Ginevra skończy jeść i siłą wyciągnęła ją z WS.
 
-Co ty zrobiłaś?! Co się z Tobą stało, Gin? – nie wytrzymała i dała upust irytacji.
-Hmm, nic? Jestem w końcu sobą, Hermiona! Nie ty powinnaś pytać co ze mną jest nie tak. Sama nie jesteś lepsza!
-A co zrobiłam niby? Ubrałam się jak d.. –zacięła się.
-Dziwka, to chciałaś powiedzieć? – wysyczała Weasley, zaciskając usta w wąską linię.
-Nie Ginny, przepraszam po prostu.. – Hermiona zamrugała szybko, starając się przepędzić łzy.
-Po prostu co?
-Martwię się o ciebie.. – wyszeptała, wyciągając rękę w stronę byłej rudowłosej piękności.
-O mnie? Doprawdy? To czemu nie przyszłaś do mnie po przebudzeniu? Czemu to Nott Ciebie odwiedzał w SS, czemu Malfoy brał prace domowe dla ciebie, a Blaise prosił o dodatkowe materiały?!
-Przepraszam, ale..
-Ale co? Zapomniałaś o mnie, tak? Jak Harry, Ron i inni? Jestem nic nie znaczącą Weasley?
-Nie to miałam na myśli, czy ty siebie słyszysz?
-Nie Hermiona, nie wiem co miałaś na myśli i wiesz co? Mam to w dupie! Nie interesujesz mnie ty, jak i twoje gówniane życie ze ślizgonami. 
-Gin, uspokój się i porozmawiajmy bez wrzasków.
-Nie zrozumiałaś, Granger? Ja tego nie chcę. – obróciła się i odeszła stukając obcasami.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.

Siedzieli w ich tajnej komnacie i leniuchowali. Na wielkim fotelu rozłożył się Draco. Ze skupieniem czytał książkę, a jego włosy opadały mu na oczy. Przygryzał delikatnie wargę, a przyglądająca mu się Hermiona poczuła dziwne ciepło. Fascynował ją ten Ślizgon. To jak długimi palcami przerzucał strony, jak srebrne oczy błyszczały, kiedy udawało mu się coś zrozumieć. To jak jego jasne włosy układały mu się na głowie, a nogi opierały się o ramię siedzenia. Fascynowało ją wszystko z nim związane. Z przerażeniem odkryła, że w WS wypatruje go przy stole, na lekcjach ogląda się jak mu idzie, a na błoniach czeka na jego przybycie. Kiedy ich oczy się spotykały, czekała na jego uśmiech lub mrugnięcie okiem. Kiedy ich dłonie się stykały, z przyjemnością odczuwała delikatny dreszcz. Kiedy coś opowiadała, patrzyła czy go nie zanudza, a każdy jego śmiech powodował jej wielką satysfakcję. Merlinie, co się z nią działo? Parę tygodni temu poleciałaby do Ginny, ale dopiero od niedawna zdała sobie sprawę ze swojej choroby.
 
-Miłość.. – Blaise wpakował się na wolne miejsce na kanapie. Przerzucił nogi przez oparcie, a głowę ułożył na kolanach Gryfonki. -Co tam, Minka? O czym rozmyślasz?
-Hm? O niczym szczególnym – uśmiechnęła się do radosnego mulata.
-Jest taki piękny dzień, a my tu siedzimy! – Diabełek wydął wargi, upodobniając się do małego dziecka -Chodźmy gdzieś!
-Leje deszcz, kretynie – aksamitny głos rozległ się w pokoju. Leżący na dywanie przed kominkiem Teodor, uniósł głowę.
-No i co z tego, Teodziusiu? – Zabini skrzywił się na pesymizm przyjaciół.
-To  Diable, że my nie chcemy być chorzy. – blondyn podniósł wzrok na przyjaciela. Zmarszczył lekko brwi, widząc jego głowę na kolanach Hermiony –Nie wiedziałem, że robisz za poduszkę, Granger.
-Praca dorywcza – zaśmiał się, a ona uśmiechnęła się szeroko. Blaise zaczął chodzić po pokoju i marudzić na wszystko, i na wszystkich. Draco podniósł się oraz przeciągnął, a jego bluzka uniosła się ukazując fragment umięśnionego torsu chłopaka. Hermiona zarumieniła się i uciekła wzrokiem. Napotkała natarczywy wzrok Teo, który uniósł sugestywnie brew. Zrobiło jej się jeszcze bardziej gorąco, a kruczoczarny wybuchnął gromkim śmiechem.
-Coś mnie ominęło? – zachrypnięty, przez co seksowny głos platynowego, zawstydził jeszcze bardziej dziewczynę.
-Niee, Malfoy, nic. Teodor ma dziś wahania nastroju – burknęła obrażona Gryfonka.
-Okeey, ale zgadnijcie co znalazłem! – szare oczy błysnęły podekscytowane, a uśmiech powiększył się –I tak nie zgadniecie! Znalazłem zaklęcie, które spowoduje zmianę widoku za oknem!

Wszyscy spojrzeli na dwa otwory w ścianie. Widać było teraz przez nie Paryż, który nawet w deszczu zachwycał swym pięknem. Od znalezienia zastanawiali się, czemu akurat taki widok, a nie inny. Ale jeśli można samemu wybrać miejsce, na które można spoglądać spodobało im się jeszcze bardziej.
 
-Znasz zaklęcie? – wątpliwość Teodora uraziła chłopaka.
-Jasne, że tak! To co chcecie zobaczyć?
-Barcelonę!
-Włochy!
-A ty, Granger, co chciałabyś zwiedzić?- spytał, przyglądając się pięknej kujonce. Herma uniosła brwi z zaskoczenia, a mrowienie w brzuchu nasiliło się.
-Ehm, Chorwację – szepnęła, niezdolna do głośnej odpowiedzi. Znów napotkała wzrok Notta, który wpatrywał się w nią zszokowany oraz zmieszany.
-Okey, coś konkretnego? Jakieś wybrane miejsce? – Dracouniósł brwi, gdy zarumieniła się.
-Nie wiem, ja nigdy tam nie byłam – powiedziała niepewnie.
-To czemu Chorwacja? – zdziwił się szczerze ślizgon, wsuwając dłonie do kieszeni.
-Hmm, zawsze marzyłam żeby tam pojechać, zobaczyć Dubrownik, zanurzyć się w oceanie, usiąść wieczorem w restauracji np. w porcie i słysząc bawiących się ludzi, popijać rakiję. – piękne czekoladowe tęczówki pokryła mgiełka rozmarzenia. Draco pomyślał chwilę w skupieniu i podchodząc do okna, wyjął różdżkę. Zaczął kreślić różne wzory i mamrotał pod nosem zaklęcie. Po chwili krajobraz za oknem rozmazał się, a pojawił piękny widok oceanu oraz wyspy naprzeciwko. Spojrzał na Hermionę, której oczy rozszerzyły się, a na ustach pokazał szeroki uśmiech.
-To było genialne, Malfoy! – pochwaliła, z ciekawością obserwując fale na wodzie.
-No, jakie to zaklęcie? – Teodor stał przy oknie i patrzył się na blondyna zaintrygowany.
-Videte landscape i nazwa miasta.
-No to teraz zmieńmy na .. – Diabeł zacierał ręce z uciechy, a w jego oczach mignął entuzjazm.
-Nawet nie próbuj Blaise! – Hermiona krzyknęła na chłopaka, rzucając w niego poduszką.
-Okeeey – westchnął i zrobił obrażoną minkę. Tak naprawdę, wolał uśmiech Hermiony niż jej gniew, a na pewno nie gniew skierowany na niego. Draco zaśmiał się cicho, a Teo przewrócił oczami. Usiedli z powrotem w fotelach dyskutująco o nowo poznanym zaklęciu. Tlenionemu ogromną przyjemność sprawiało, kiedy Herm spoglądała przez okno i posyłała mu nieśmiałe uśmiechy.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Dwie godziny później wesoło gawędząc kierowali się do WS. Draco szedł tuż za Hermioną, która przepychała się z Diabłem. Rozmawiał z Teodorem na różne tematy, ale z oczu nie spuszczał drobnej dziewczyny. Przyglądał się jak jej kok powoli się rozwalał, a coraz więcej kosmyków opadało na plecy. Z frustracją uderzała mulata i starała mu się wyrwać swoją torbę. Patrzył na jej zgrabne nogi i na lekko kołyszące się biodra. Nie mógł odwrócić od niej wzroku, ani przestać myśleć.
-Hej, do zobaczenia później – obiekt jego myśli stanął i szczerzył drobne ząbki.
-Jak to później? – nie krył zdziwienia i uniósł brew.
-Idzie do łazienki poprawić fryzurę, odłożyć książki i się przebrać – mruknął Nott bawiąc się w dłoniach różdżką. Uniósł głowę i prychnął widząc ich miny -Czego? Mówiłem, że dużo wiem i nie mam pojęcia skąd.
Gryfonka pokręciła tylko głową i wyszarpując Blaise’owi swoją torbę ruszyła w stronę wierzy Gryffindoru. Mijający ją po drodze uczniowie patrzyli na nią z dziwnymi minami. Mijając łazienkę, postanowiła poprawić misternie ułożone włosy. Uchyliła ciężkie drzwi, podchodząc od razu do lustra. W szkle zobaczyła odbicie jeszcze jednej osoby. Spojrzała na przeciwległa ścianę i ujrzała skuloną na podłodze bladą dziewczynę.
-Hej, wszystko w porządku?  - spytała niepewnie.

-Nie, Granger. Mój przyjaciel woli Ciebie ode mnie, moje przyjaciółki wolą się podwalać chłopakom niż mnie wspierać, Dracon woli przebywać z Tobą niż z nami w PW, a o Blaisie nie będę wspominać. Zabrałaś mi wszystko, wiesz? – jej towarzyszka walnęła ręką o ścianę –Zabrałaś mi przyjaciół!
-Nie chciałam, ale..
-Co ale? Granger do cholery! Nic nie rozumiesz, prawda? Moja rodzina ledwo się trzyma! Moja siostra prawie zginęła, wiesz? Została zaatakowana…
-Przykro mi, mogę jakoś pomóc? – Hermiona ze współczuciem spoglądała na ślizgonkę.
-Tak, idź i się zabij. – burknęła Astoria, chowając twarz w kolanach.
-Wiesz co Greengrass? Nie bądź taka mądra! To nie ja, ale ty siedzisz cała zasmarkana w damskiej toalecie, to ty nie potrafisz dobierać sobie przyjaciół, a jak już się jeden w trafi  to nie szanujesz jego uczuć! Teo wysłuchał każdego twojego wywodu, a ty? Czy ty kiedyś go słuchałaś uważnie? Wiesz co lubi? Wiesz jakiej muzyki słucha? Ulubiony smak lodów? – Hermiona wyczerpała cały zapas cierpliwości, a złość, którą pozostawiła rozmowa z Ginny i jej mieszane uczucia do pewnego blondyna postanowiła wyżyć się na tej wrednej ślizgonce. Ona wychodzi z propozycją pomocy, a ta ..
-Przepraszam.
-Co? – zamurowało ją, a oczy aż bolały od wytrzeszczu.
-Masz rację, chyba masz –zielone tęczówki wylewały wodospad łez, a wychowanka Snape skuliła się jeszcze bardziej. Brązowooka westchnęła cicho i podeszła do dziewczyny. Ostrożnie kucnęła przed nią, a po chwili namysłu usiadła obok. Delikatnie położyła swoją ręka na ramieniu płaczącej. Ślizgonka przytuliła się do niej, mocząc jej strój i wbijając mocno paznokcie w ramię. Łzy pojawiły się w brązowych tęczówkach i nie myśląc o niczym mocniej przytuliła koleżankę. Wolną ręką pocierała plecy szlochającej oraz po cichu zaczęła nucić melodię. Kiedyś babcia usypiała ją w ten sposób. Na zielonooką też podziałało. Poluźniła uścisk i trzymając głowę na ramieniu Gryfonki uspokoiła się.
-Czemu płaczesz? – zachrypnięty szept przerwał ciszę między nimi.
-Gi...Ginny ..– ponownie łzy stanęły w czekoladowych oczach.
-Co zrobiła ta mała zdrajczyni? – Astoria starała się wyprzeć nagłej troski, ale pocieszająca gryfonka zaimponowała jej swoją chęcią pomocy i dobrem.
-To nie zdrajczyni – mruknęła Hermiona w odpowiedzi –Zgubiła się, miała dużo problemów, a ja ją zostawiłam samą.
-Ej no, to nie twoja wina Granger! Zapadłaś w śpiączkę i nie miałaś jak jej pomóc. – syknęła ślizgonka, pocierając pocieszycielsko plecy brązowookiej -Prawdziwa przyjaciółka siedziałaby dzień w dzień przy twoim łóżku, a nie robiła nie wiadomo co z pierwszym lepszym.
-Przestań tak o niej mówić! – prefekt naczelna odsunęła się od Astorii, zaciskając pięści -A jak tam twoje przyjaciółki, hm?
-Daj spokój, obie wiemy, że chodzą ze mną tylko dlatego, że jestem w Kręgu. – znów obie dziewczyny wbijały w siebie wściekłe spojrzenia -Kiedy chcą to mnie zostawią.
-Jak teraz. – Hermiona nie mogła się powstrzymać przed kąśliwą uwagą.
-Dokładnie.. – Greengrass prychnęła, teatralnie rozglądając się wokół -Ale nie widzę tu też Twojej Weasley.
Hermiona posłała jej smutny uśmiech i podeszła do umywalki. Opłukał twarz zimną wodą i wydmuchała nos. Zaczęła rozczesywać włosy i próbować je ułożyć w „coś”. Astoria poszła jej śladami by po chwili zmywać rozmazany makijaż.
-Salazarzee, wyglądam koszmarnie – jęknęła.
-Taa? A co powiesz o moich włosach? – prychnęła zmęczona walką Gryfonka. Delikatny, dźwięczny śmiech odbił się od ścian łazienki. Brązowe tęczówki skierowały się na stojąco obok koleżankę. –Powinnaś się częściej tak śmiać.
-Jak?
-Naturalnie i częściej się uśmiechać. – dodała, znów wyplątując szczotkę ze swoich loków -Hm, Greengrass?
-Co?
-Hermiona Granger – uśmiechnęła się szerzej widząc zdumioną minę ślizgonki. –Nie patrz na mnie, jak na wariatkę!
-Taak, ale ja wiem kim jesteś.
-Ktoś mi się kiedyś tak przedstawił i od tamtej pory jest lepiej. – Zielone tęczówki zmierzyły ją wzrokiem, a po chwili błysnęły.
-Astoria Greengrass. – wymieniły mocne uściski dłoni. Po chwili rozległ się kolejny jęk.
-Merlinie, moje włosy! Zetnę je i tak się to skończy!
-Nie ścinaj, oszalałaś? Daj no, zepnę ci już. – Gryfonka usiadła na chłodnych kafelkach, a za nią kucnęła „fryzjerka”. Po pięciu minutach brązowe tęczówki rozszerzyły się ze zdziwienia, widząc burze loków spiętych w ładnego, dobieranego warkocza.
-Dzięki, Greengraas! – odruchowo posłała szeroki uśmiech koleżance Teodora. Z miłym zaskoczeniem zauważyła, że usta dziewczyny też układają się w szczery grymas.
-Nie ma za co. Jak załatwiłyśmy sprawę z twoimi włosami to możemy już chyba iść, nie?
-Tak, jasne – wyszły ramię w ramię. – Teo z Tobą na pewno porozmawia.
-Myślisz? Nie byłam za dobrą przyjaciółką… - wyznała Astoria, piorunując ciekawski drugoklasistki.
-Jak widać ja też. Ginny ..
-Ginny zgłupiała, Granger.
-Tylko nie Granger, Miona jak już.
-Dobra, Miona. – ślizgonka przewróciła oczami -Ginny zgłupiała.
-Nie mów tak!
-Będę tak mówić, bo nikogo nie słuchasz.
-Nie znaczy, że musisz być niemiła.
-Ale ja taka jestem. I to nie ma być miłe, tylko szczere. – szły w ciszy, aż doszły do rozdwojenia korytarza. Miały skręcić w dwie różne strony. Popatrzyły na siebie niepewnie.
-Dzięki. – westchnęła Hermiona, wsuwając na siebie bluzę.
-Za co? To ja dziękuję.
-Za szczerość, Ast.
Zielone oczy błysnęły radośnie, a Hermiona poczuła delikatne muśnięcie jej ust na policzku. Minutę później nie było śladu po ślizgonce.
Nadal nie wiedziała czy nie był to tylko omam, ale śliczny warkocz opadający na plecy był rzetelnym dowodem. Może naprawdę stereotypy wpłynęły na punkt widzenia uczniów, a ślizgoni dostali już na zawsze przydomek wrednych? Z każdym poznanym Wężem powoli rozumiała jaki wpływ ma na ludzi bezmyślny osąd osób trzecich. Wszyscy uważają, że Teodor to zły, groźny chłopak. Tak naprawdę był wrażliwym nastolatkiem, który żyje w trudnej rodzinie. Blaise jest uważany za błazna, który ma żart na każdą okazję. Nie wielu wie, że zwyczaj rozśmieszania nabył po śmierci ojca, która odbiła się na jego matce. No i Malfoy. Cyniczny, arogancki ślizgon, który wśród przyjaciół cieszy się lojalnością oraz dobrą stroną charakteru. Czy może być coś bardziej szalonego?

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Każda barwa może mieć tysiące odsłon. Trawa w każdym ogródku, na każdej działce przybiera inny odcień. Liście miotając się na gałęziach również różnią się między sobą ledwie zauważalną różnicą.
Na obrzeżach zieleń mieniła się jasną barwą, a zbliżając ku środku ściemniała się. Hermiona z fascynacją obserwowała zmiany, które zachodziły prawie niedostrzegalnie. Wydawało jej się, że kolor przepływa, faluje oraz mieni różnymi odcieniami.
-Masz piękne oczy – westchnęła, odrywając spojrzenie od hipnotyzujących tęczówek. Oparła się o fotel, uśmiechając do przyjaciela.
-I tyle? Powkurzałyście się, popłakałyście, poczesałyście? – Harry pokręcił głową z niedowierzaniem, bawiąc się w dłoniach piórem –I teraz przyjaciółki forever?
-Zazdrosny, panie Zbawco? – zaśmiała się, gdy rzucił w nią poduszką. –Oczywiście, że nie jesteśmy przyjaciółkami. Nie wiem czy można nazwać nas dobrymi koleżankami. W chwili słabości nawiązałyśmy kontakt i tyle.
-I tyle? – Potter przewrócił oczami, łaskocząc ją piórem pod nosem –Nie żeby coś, ale jeśli mam uwierzyć, że panna Jestem-Astoria-Doskonała-Greengrass zaprzyjaźni się z Tobą musicie przeżyć wielką przygodę!
-Jak pokonanie Trolla? – kichnęła, trącając łokciem żebra Złotego Chłopca –Myślałam, że takie numery, tylko z Tobą.
-Nie oczekuję takich sukcesów – zgodził się, pogrążając w myślach –Wystarczy coś w stylu uwolnienia więźnia z Azkabanu albo zabicie Bazyliszka.
-Pff, przeszukamy ogłoszenia w Proroku, na pewno coś się znajdzie – wyszczerzyła się radośnie, starając znów skupić na zadaniu z Eliksirów. –A jak lekcje z Erikiem?
-Lepsze niż ze Snapem – przyznał, krzywiąc na wspomnienie męczących godzin z aurorem. –Jest cierpliwszy, a nie sprawia mi też problemu to, że wchodzi mi do głowy. Jest..
-Łagodniejszy? – podsunęła ostrożnie, wywołując tym uśmiech Harry’ego –Ufasz mu?
-Nie bardziej niż Dumbledorowi, ale nie mniej niż Ronowi – stwierdził po namyśle, wpatrując się w płonący ogień w kominku. Siedzieli w salonie prefektów, odrabiając lekcje na kanapie. Kubki z owocowymi herbatami postawili na stoliczku, a natłok prac domowych na krześle.
Hermiona przyglądała się przyjacielowi, dostrzegając w nim dzieciaka, którego poznała. Zagubionego, niepewnego jedenastolatka, który wciąż był otumaniony wiedzą o swoim dziedzictwie. Nie mogła się powstrzymać od coraz większej troski o niego oraz strachu przed nieznaną im przyszłością.
 
-Jest beznadziejnie brzydko! – obróciła się w stronę drzwi, unosząc brwi na widok przemoczonego Teodora.
-Gdzieś ty się szwendał w taką pogodę, Nott? – Harry wybuchnął śmiechem, kiedy ślizgon zaczął wyklinać naturę.
-Był na szlabanie – powiedziała zamiast pytanego, Harmiona. Sekundę później marszczyła brwi, a jej oczy błyszczały od zaskoczenia –Mówiłeś mi o tym?
-Niee.. – Teodor zatrzymał się przy łazience, zaciskając usta –Nie chciałem cię denerwować.. Blaise bądź Dracon ci mówili?
-Nie gadałam z nimi dzisiaj – sięgnęła po herbatę, upijając łyka –Nie pamiętam skąd wiem. Jakby.. odpowiedź była w mojej głowie.
-Za co zarobiłeś szlaban? – wybraniec przerwał ciszę, uśmiechając krzywo do Węża –Pobijasz chyba rekordy w odsiadkach.
–Nieważne, idę się myć. – Nott zniknął za drzwiami łazienki, zostawiając zaciekawionego gryfona.
-Jak to możliwe? – gryfonka potrząsała głową, wciąż starając się przypomnieć źródło wiedzy o szlabanie Węża.
-No wiesz.. niektórzy mają talent do nauki, a inni do wpakowywania się w kłopoty – Harry wzruszył ramionami, nie świadom rozterek przyjaciółki –Zrobiłaś już esej?

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

W dość dużym pomieszczeniu odbijał się echem dźwięk kropli uderzających o okna. Za szybami nie było widać ani błoń, ani jeziora, a już zupełnie chatki gajowego. Cichy szum deszczu przerywało jedynie tykanie starego zegara. W Sali źródłem światła były unoszące się w powietrzu świece, które krążyły wokół czarodziei. Jedna z nich odpłynęła trochę dalej, oświetlając drogę wysokiemu mężczyźnie. Srebrne tęczówki błyszczały jak dwa księżyce w cieniu, kiedy przyglądały się śpiącym uczniom. Gregory Wilson.. puchon z trzeciego roku, który na ostatnich eliksirach wpadł do kociołka. Czarodziej uśmiechnął się rozbawiony incydentem na lekcji starego Slughorna. Ponownie ruszył na obchód tym razem stając przed posłaniem ze śpiącą dziewczynką. Uczennica z domu gryffindora, uśmiechała się do nocnych marzeń.
-To niemożliwe!
Obserwator obrócił się do reszty nauczycieli, powoli zbliżając się do nich. Stanął w świetle świec, które skupiły się nad ich głowami.
-Ależ, droga Minerwo, jednak możliwe – odpowiedział cicho, zerkając na stojącego niedaleko ciemnowłosego wychowawcę Slytherina. –To zdumiewający zbieg okoliczności, gdyż jeden z przodków naszego ucznia również miał ten sam problem.
-Tyle, że on żył parę wieków temu! I to był ostatni, na dodatek wątpliwy, przypadek – nauczycielka transmutacji, usiadła na posłaniu. –To niemożliwe..
-Biorąc pod uwagę moc tej dwójki.. to nie jest aż tak bardzo zaskakujące – Severus Snape z nieprzeniknioną miną obserwował dyrektora –Ostatnie wydarzenia są przyczyną.. tego problemu?
-Nie winniśmy nazywać tego problemem, Severusie. – uśmiechnął się dobrotliwie do wicedyrektorki –Będzie trzeba im pomóc, Minerwo.
-I zawiadomić rodziny. – dodał Nietoperz, przechadzając się w kącie –I ich samych.
Albus   Dumbledore stanął przed oknem, obserwując zmagania się wichury. Uśmiech zniknął już z jego twarzy, która stała się obojętna. Bez uczuć, bez emocji. Jedynie srebrno – błękitne oczy ukazywały troskę oraz niepewność Naczelnego Hogwartu.
-Postanowione w takim razie. – odezwał się w końcu, nie odrywając wzroku od zamglonej szyby –Minerwo, moja droga, możesz wysłać listy do państwa Granger i Nott?




 Hej,
wiem, wiem rozdział do bani. Zupełnie mi się nie podoba oprócz paru fragmentów :( Napisany już dawno i potrzebny do dalszych dziejów mej historii.

No trudno.. Beta na urlopie, więc mogą być błędy.

Zniesmaczona i zażenowana,
Lupi♥

 

9 komentarzy:

  1. Ja tam nie wiem o co Ci chodzi, rozdział jest świetny, beta Ci nie potrzebna kochana <3
    Xoxo
    Rogaś

    OdpowiedzUsuń
  2. O CO CHODZI Z KONCEM !!! Co sie stalo!!?!!?!?!?
    Czemu Granger i Nott :c mam nadzieje ze beda okej...
    Rozdzial fajny. Dlugi :D
    Podobaja mi sie perspektywy Dracona <3 i to jak Nott zauważa niektore rzeczy.
    CZEKAM NA DRAMIOOONE.
    Nie wiem jakie jest zadanie "bety" bo rozdział napisany dobrze jak zwykle <3
    Dzieki za komentarz. Zawsze umiecie mnie zmotywować do pisania.
    -V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dramione będzie, trochę czasu potrzebuję na rozwój akcji ;)
      Hahah, pisz, pisz następny!
      Całusy,
      L♥

      Usuń
  3. Niektóre Twoje dialogi są trafne, bezbłędne, niektóre zaś tak naciągane, że aż mnie mdli. Musisz bardziej wczuwać się w bohaterów, być nimi, zastanowić się co by mogli powiedzieć, a co nie. Opisy idą Ci coraz lepiej, aż czuję, że jestem tam z nimi! Ten lekki wiaterek zadziałal na moją wyobraźnię... Niby nic, a jednak! No i nie lubię Ast. No po prostu nigdy jej nie polubię, o! :P
    Czekam na kolejny rozdział,
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      dzięki za szczerość ☻ Postaram się poprawić, każdy komentarz, każda uwaga uczy, co nie? :D Niektóre dialogi sama uważam za głupiutkie, ale pisałam te rozdziały rok temu. Zmieniam niektóre rzeczy, inne zostawiam by widzieć zmiany :)
      Dzięki jeszcze raz!
      Buziaki,
      L♥

      Usuń
  4. Zapraszam na rozdział numer 5! <3
    http://w-chmurach-milosci.blogspot.com/2014/07/5-serce-miej-otwarte-dla-wszystkich.html
    Pozdrawiam i życzę miłej lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znów taka końcówka... W takich chwilach cieszę się, że mam u ciebie trochę do nadrobienia.
    Chyba najbardziej moją uwagę przykuła sytuacja z Astorią. Jak widać nawet Ślizgonka może mieć problem, a w dodatku nie trudno z nią sie dogadać, jeśli się próbuje.
    Komentarz Theo przy stole był świetny. Boi się zasypiać, co xD
    I sytuacja w Pokoju z zaklęciem Draco. Jak widać zbliżają się do siebie co raz bardziej.
    I po raz kolejny ta końcówka. O co chodzi z tymi listami? Cos ty znowu wymyśliła dziewczyno? ;-)
    Teraz znów znikam (jutrzejsza lektura ciągle czeka), ale wrócę mam nadzieję, że jeszcze dziś.
    Croy http://black-redstart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze: cieszy mnie, że Hermiona nawiązuje kontakt z Astorią. Potrzebuje przyjaciółki.
    Po drugie: skaczę z radości, bo Hermiona zaczyna coś czuć do Malfoya ♥
    No i po trzecie: jestem baaaardzo ciekawa co też takiego wymyslilas na końcu, biegnę czytać dalej! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaaaaaaaaaa *O* Astoria z Hermioną, to było takie urocze :3
    Tak, nadal kontynuuję spam pod każdym z rozdziałów :D
    Czyżby między Teo a Mionką była jakaś więź? *O*

    OdpowiedzUsuń