21 lipca 2014

Rzad­ko by­wa ogień bez dy­mu, a jeszcze rzadziej miłość bez kłopotów.


Szare chmury mknęły po niebie na zmianę odsłaniając i zakrywając słońce. Jasne przebłyski promieni oświetlały błonie oraz zamek, zmuszając uczniów do mrużenia powiek. Kolorowe liście tańczyły tylko sobie znany układ, wirując na trawie i spadając z gałęzi. Większość uczniów nie wychodziła już z zamku, woląc odpoczywać od zajęć w cieple. Nieliczni siedzieli na schodach, starając się ignorować zmienną pogodę oraz korzystać z ostatnich dni słoneczka.
Między innymi ciemnowłosy chłopak wystawiał właśnie twarz w stronę ciepłego słońca, wdychając z przyjemnością świeże powietrze. Jego bystre oczy skupiły się znów na grupce osób. Obserwował mknących na miotłach kolegów, którzy ze śmiechem podawali sobie kafel. Rude kosmyki włosów zabłysły w świetle, gdy ścigająca przemknęła tuż przed nim.
-Hej, kapitanie – zawołała dziewczyna, a jej brązowe oczy śmiały się do Wybrańca.
-Nieźle, Robins! – pochwalił Demlezę, unosząc kciuk do góry. Gryfonka kolejny raz ruszyła na swoje miejsce, ćwicząc z Deanem rzuty.
-Harry!!!
Kapitan zerknął za siebie, szukając wołającej osoby na trybunach. Zauważył Lunę z Nevillem machających do niego. Westchnął ciężko kierując miotłę w ich stronę, by zeskoczyć na koniec na siedzenia za nimi. Ścisnął w dłoni złotą kulkę, którą złapał chwilę wcześniej.
-Wiedziałeś, że w miotłach żyją maciupkie Dygi, które odpowiadając za ich prędkość? – Krukonka musnęła palcami trzonek jego Błyskawicy, kiwając się na palcach.
-Um, serio? – Harry niepewnie zerknął na Longobottona, który z czułością obserwował przyjaciółkę. Kiedy spostrzegł porozumiewawczy uśmiech Wybrańca, zaczerwienił się mocno. –E.. coś się stało? Bo.. wiecie, mamy trening..
-Jeśli będziesz do nich przemawiać, będą chętniej współpracować – dodała rozmarzona blondynka, ale gdy spostrzegła zmieszanego Pottera, zaśmiała się szczerze –Oj, Harry, czy znajdziesz dla nas w końcu czas?
-Tak. Przepraszam was, zwłaszcza ciebie Luna – krukonka zamrugała zaskoczona, gdy przyciągnął ją i mocno przytulił –Obiecuję, że po treningu zrobimy coś wspólnie. Zgoda?
-Nie, Harry – Neville skrzywił się, gdy błękitnooka walnęła go łokciem w żebra. –Powiedz mu wreszcie, wariatko.
-Co? – Luna błysnęła uśmiechem, a w jej oczach błyszczały iskierki podniecenia.
-Harry.. Hermiona się obudziła! – powiedziała swoim rozmarzonym głosem, a potem zaczęła coś jeszcze mówić. Harry jednak już jej nie słyszał, nie słyszał również Neville’a, a tym bardziej swojej drużyny. W głowie odbijały mu się echem trzy słowa wypowiedziane przez przyjaciółkę. Pokręcił głową, starając się wybudzić z otępienia. Wskoczył zwinnie na miotłę, wylatując z szybkością błyskawicy z boiska i pędząc do zamku.

-.-.-.-.-

Hermiona z zainteresowaniem przyglądała się pracy pielęgniarki. Katia odmierzała właśnie dawki eliksirów, mieszając je w oddzielnej szklaneczce.
-Myślisz, że mój stan wpłynął na.. chorobę Teodora? – przerwała ciszę, krzywiąc się na chrapliwy dźwięk, a dokładnie brzmienie swojego głosu.
-Choroba? – młoda kobieta spojrzała na leżącego obok niej chłopaka. Teodor po paru minutach śmiechu, ponownie zemdlał. Ostatkiem sił kazał się przenieść na sąsiadujące z nią łóżko. Teraz z lekkim uśmiechem spał, a jego twarz wygładziła się. Wyglądał jak schorowany i zagubiony dzieciak, który śni o czekoladzie.
-Mówiłaś, że.. zemdlał parę dni temu i nie budził się? A teraz znów był żywy aż w końcu.. padł – stwierdziła z troską, wpatrując się w przyjaciela. Nie mogła od niego oderwać oczu. Od znanych ostrych rysów, krzaczastych brwi, wąskich ustach oraz długich czarnych rzęs. –Czy on wyzdrowieje?
-Nie wiem, co mu jest, kochanie – Katia również taksowała ucznia wzrokiem z zamyśleniem spinając włosy. –Wydaje mi się, że.. Nic mu nie będzie. Teraz jest zmęczony i tyle.
-Zmęczony spaniem? – Hermiona poprawiła się na materacu, grzecznie połykając mieszankę eliksirów. Poprawiła znów rurki w nosie, które pielęgniarka musiała jednak jej oddać, bo z trudem łapała wdechy. –Ohyda.
-Po długim spaniu organizm jest wykończony i osłabiony – wyjaśniła opiekunka, sprawdzając czy tlen bez problemu wlatuje do kaniuli. Odebrała od gryfonki puste naczynie, odchodząc do półki. –Będzie wszystko dobrze, zobaczysz.
-Ale co spowodowało.. nagłe osłabienie? – prefekt zagryzła wargę, wiedząc że pielęgniarka unika odpowiedzi. Spojrzała z niepokojem na leżącego ślizgona, który spał jak zabity. –Proszę, Katia.. Powiedz mi. Nawet jeśli, to straszne.
-Nie jesteśmy niczego pewni, Hermiono – brązowowłosa kobieta pokręciła głową z dezaprobatą. –Jeśli będę wiedziała, to Ci wszystko powiem. Przyrzekam.
Gryfonka skinęła na zgodę, wzdychając ze znużeniem. Wlatujący tlen do jej nosa, łaskotał ją lekko. Wciągnęła z przyjemnością tyle powietrza ile zdołała. Była zmęczona natłokiem informacji i nowości. Poczuła głupi strach na myśl o powrocie do żywych. Do obowiązków, nauki oraz przyjaciół.
-Co ty wyrabiasz?!
Hermiona uniosła lekko głowę by zerknąć na ucznia, który aż tak zezłościł Katię. Jakiś kretyn z miotłą w ręku, machał gwałtownie rękoma. Czarne, zmierzwione włosy sterczały na jego głowie. Kiedy odwrócił się w jej stronę, spostrzegła soczyste zielone oczy.
-Miona! – awanturnik rzucił się na nią, zostawiając wściekłą pielęgniarkę z miotłą w ręku. Poczuła mocny uścisk jego ramion, a w oczy wpadły czarne kosmyki włosów.
-Harry – wykrztusiła zduszonym głosem, zaciskając pięści na jego bluzie. Pachniał mydłem, świeżym powietrzem i czymś czym pachnie tylko jej przyjaciel.
-Merlinie, Hermiona! – krzyknął jej do ucha, szczerząc radośnie. Zaśmiała się widząc jego radość, troskę oraz entuzjazm. Siedział na brzegu łóżka, sprawdzając czy przypadkiem jej nie uszkodził. –Czemu nic nie mówiłaś, że masz zamiar w końcu wstać?
-Zapomniałam – parsknęła, widząc jak Katia kręci głową z litością. Spojrzała znów na Wybrańca, który z ciepłem ją obserwował. –Tęskniłeś?
-Jak głupi – przyznał, wskazując na kwiatki w wazonie. Westchnął i zaczął jej opowiadać o swoim trudnym życiu bez niej. Ze wzruszeniem słuchała jak opowiadał o swoich wizytach, jak żartował o nauce bez rad najmądrzejszej czarownicy. Nie wytrzymała i zaczęła płakać, czym wprawiła go w przerażenie. Pociągając nosem, starała się go uspokoić.
-Potter, czy nie mogę jej zostawić na chwilę z Tobą? – jęknął Teodor, podciągając się na swoim łóżku. Zerknął ze złością na Złote Dziecko, a później ze zrezygnowaniem na gryfonkę. –Płacze, bo ją rozczuliłeś tymi kwiatkami i innymi głupotami, kretynie.
-Ciebie też miło widzieć wśród żywych, Nott – prychnął Harry, przewracając oczami i uśmiechając z zażenowaniem –Dobrze się czujesz, H?
-Tak – westchnęła, posyłając Teodorowi karcące spojrzenie –W porządku. A co u Rona? I Ginny?
-Ron jest znów normalny. Ostatnio przykładał się do nauki. Nawet robił notatki dla Ciebie! – Hermiona uniosła brwi wysoko, słuchając paplaniny przyjaciela. Spostrzegła spojrzenia chłopaków, porozumiewawcze i pełne zamyślenia.
-A Gin? – spytała z ciekawością, obserwując kolejne znaczące wymiany min. –Nie chcecie mi czegoś powiedzieć?
Teodor skrzywił się niewinnie, kręcąc przeczącą głową. Jego bystre czarne oczy spoczęły na niej, a usta wygięły w ciepły uśmiech. Ślizgon zaczął opowiadać o swoim awansie na prefekta naczelnego, a potem o przeprowadzce do ich dormitorium.
 

-Koniec paplaniny! – Katia stanęła przy nich, zerkając znacząco na Pottera i jego miotłę. –Myślę, że pora iść się usprawiedliwić do wychowawczyni, Harry.
-Muszę iść? – bąknął Wybraniec, krzywiąc się na wzmiance o ciszy nocnej. Żegnając się z pacjentami, obiecał wpaść następnego dnia. Po paru chwilach zapadła cisza, a pielęgniarka rozpoczęła szykowanie wieczornej dawki eliksirów.

.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Pomarańczowy płomyk zamigotał, zmieniając barwę od czerwieni do żółci. Unosił się w górę i górę aż w końcu ginął wśród innych wielkich płomieniach. Drewno zaskwierczało, a parę lśniących iskier zaczęło unosić się wokół ognia.
Siedząca na fotelu dziewczyna nie odrywała oczu od lśniących języków, z zamyśleniem obserwując jak się zmieniają. Brązowe loki gdzieniegdzie nabrały rudych kosmyków w świetle pomarańczowego żywiołu. Na bladej twarzy cień bojował ze światłem. Młoda obserwatorka pochyliła się do kominka, trącając belką drewna stosik patyków.
- Kto się bawi ogniem, poparzy sobie palce.
-Sherlock? I ogień jest przy­jem­ny, szczególnie w zi­mie .. ale w pew­nym oddaleniu. – zacytowała cicho, odchylając się do tyłu by oprzeć o poduszki.
-Prus. – Teodor usiadł na dywanie, wyciągając bose stopy przed siebie. Uśmiechnął się szeroko do dziewczyny, otrzepując wilgotne włosy -Piękna ko­bieta jest jak ogień: ig­rać z nią nie wolno. 
-Prus – powtórzyła ze śmiechem, krzywiąc na zimne krople kapiące z czarnych kosmyków chłopaka. –Nie wiedziałam, że interesujesz się też poezją. I Prusem?
-Szczerze? Nie wiedziałem czy to jego cytat, ale gdy to powiedziałaś po prostu.. – wzruszył ramionami, marszcząc brwi –Wiedziałem. I tyle.
-Hmm? – westchnęła z przyjemności, kiedy machając różdżką Teodor włączył wieżę. Ślizgon podał jej kubek z herbatą, sam wsuwając do ust ciasteczko. Siedzieli właśnie w salonie w ich komnacie prefektów. Obie pielęgniarki uległy ich prośbom i następnego dnia została przeniesiona do apartamentów Naczelnych. Teodor jak obiecał, dbał by zażywała eliksiry i się nie przemęczała.
-Nott! Hermiona zniknęła! – do pokoju wbiegł ślizgon, a jego szaty omal nie spowodowały upadku na podłogę.
-Hej, Blaise! – uśmiechnęła się smutno, obserwując zmienioną twarz przyjaciela.
-Her..Hermiona? – Diabeł zatrzymał się zszokowany, otwierając i zamykając buzię -Co ty tu robisz?
-Hmm, wymusiliśmy z Teo mój powrót do pokoju… - wyjaśniła powoli, przechylając głowę i wciąż taksując węża wzrokiem -Nie przytulisz mnie na przywitanie?
Chłopak stał nadal w drzwiach. Nie mógł się otrząsnąć z szoku, w głowie miał już najgorsze scenariusze, a tu.. Dziewczyna siedziała na fotelu, okryta kocami i podłączona do dziwnego ustrojstwa.
-Minka! – uścisnął ją mocno, ale ostrożnie. – Tak się bałem, tak się martwiłem. Ale obiecałaś i wróciłaś!
-Co obiecałam? – zdziwiona patrzyła na mulata, który klapnął ciężko na sofę.
-No w śnie, nie pamiętasz? – uśmiechnął się szeroko, odgarniając włosy z oczu -Byłaś u mnie i u Draco!
-Nie, nie pamiętam. – uniosła brwi, zerkając na Notta -U Malfoya? To on o mnie śni?
-Jak to nie pamiętasz?! – Diabeł znów stał na nogach, machając nerwowo rękoma -Byłaś tam taka, taka żywa i w ogóle.
-To tylko sen Blaise, ja byłam w śpiączce. – odetchnęła głośno, kręcąc głową z niepokojem -Coś ty z sobą zrobił?
Chłopak zarumienił się i zmieszany spojrzał na podłogę. Wzruszył ramionami i usiadł na podłodze przy jej nogach.
-Akurat widzisz mnie w tej lepszej odsłonie – skrzywił się zażenowany, mrucząc coś o pomocy Pansy.
-Co przerabialiście na lekcjach? – spytała, przerywając milczenie trwające przez dwa utwory. Teodor poszedł do łazienki, zostawiając kumpla na jej łasce. Blaise pozbierał myśli i ze skruchą zagryzł policzek.
-Eh, ten tego, wiesz ja słabo uważałem i ..
-I co, Blaise? – zmarszczyła brwi i zmroziła go wzrokiem.
-No i ten, no mam problem z zaliczeniem.- powiedział bardzo cicho.
-Blaisie Nicolasie Zabini! Jak to masz problem z zaliczeniem? – mulat skulił się, ta dziewczyna przerażała go bardziej teraz niż matka, która w fazie furii zbiła cenny wazon.
-Eee, bo ja..
-Nie obchodzi mnie, co ty! W tej chwili marsz po książki i wracaj tutaj! Weź notatki od kogoś i już nadrobimy te zaległości.. – zaczęła coś mruczeć ze złością, w myślach wyliczając przedmioty.
-Ym, jasne. Zaraz wracam – Wąż poderwał się z miejsca, musiał uciec od tych brązowych oczu pełnych wyrzutu.
-Proszę, proszę, wracasz i już sobie wszystkich podporządkowujesz – Teodor stał w drzwiach do łazienki. Każda dziewczyna oddała by wszystko by móc go teraz zobaczyć. Opierał się o framugę, ubrany tylko w luźne, szare spodnie dresowe. Pięknie wyrzeźbiona klatka piersiowa lśniła od nie wytartych kropelek wody. Przez wilgoć jego czarne włosy zwijały się na końcu, a tego samego koloru oczy błyszczały rozbawione. Uśmiechał się w jej ulubiony sposób. Trochę seksownie, łobuzersko i beztrosko.
-Uważaj, bo zaraz i Ciebie sprawdzę – pogroziła mu palcem. Uniósł brew do góry i podszedł do niej.
-Doprawdy, urwisie? Cóż to ja się ulotnię. – przewrócił oczami, przysiadając na oparciu jej siedzenia -A tak w ogóle, skąd znasz drugie imię Zabiniego?
-No wiesz, miałam w pokoju Lav i Parvati, a one wiedzą o was wszystko. – wyznała, poprawiając rurki za uszami.
-Jak to? – sięgnął dłonią by jej pomóc umieścić z powrotem cholerną pomoc w oddychaniu.
-Ehh, proszę cię one chyba mają dziennik „Najseksowniejsi Hogwartczycy”, a tam są wasze zdjęcia i jakieś tam dane o was. – pacnęła go w dłoń, gdy pociągnął zaczepnie ją za lok.
-Hmm, czyli Zabini jest w tej księdze, a ja? – przekręcił głowę, wydymając wargę.
-Nie wiem – teatralnie otaksowała go wzrokiem, krzywiąc z niesmakiem -Chyba tak, gdzieś pod koniec, nie?
-Kto jeszcze? – zignorował zaczepkę, odpowiadając na atak jedynie szarpnięciem za włosy.
-No, Harry, Zabini, ty, Adrian, Oliver, Marcus, Malfoy… nie wiem, serio Teo.
-Hahah, Potter? – patrzył na nią z wesołymi iskierkami w dwóch otchłaniach.
-A czemu by nie? – oburzony głosik dodał jej tylko uroku, o czym sama nie miała pojęcia –Harry jest bardzo przystojny! Jest wysoki, wysportowany, zawsze uśmiechnięty. Ma szlachetne rysy, takie arystokratyczne. Na dodatek jego odwaga i poczucie humoru to same plusy. Ciemna czupryna, on nigdy grzebienia nie używał! No i oczywiście oczy. Te piękne, zielone oczy. Wiesz, że im bliżej źrenicy tym są ciemniejsze?
-Wow, bo pomyślę, że się w nim zabujałaś, Granger? – kpiący głos Malfoya, nie zirytował jej jak kiedyś. Poczuła nagły skurcz w brzuchu, kiedy zerknęła ponad ramieniem Teodora.
-Może tak jest, Malfoy? Zazdrościsz? – spojrzała w stronę wejścia. Te same szare, przenikliwe tęczówki, które patrzyły teraz na nią z rozbawieniem, ulgą i .. ciepłem? Te same usta jakby wyrzeźbione przez samego anioła. Jasne włosy, ułożone w niedbałą fryzurę.. Taki buntowniczy styl pasuje do jego anielskiego wyglądu. Ciemne dżinsy i duży, luźny T-shirt leżały na nim doskonale. Ale jednak było coś innego. I nie chodziło o brak chłodu w jego głosie czy oczach. Nie chodziło nawet o worki pod oczami.
-Taak, ale nie Tobie tylko Potterowi. – odpowiedź Węża przedarła się przez jej zagmatwane myśli.

-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Obserwował jej twarz ze skupieniem odczytując kolejne emocje. Najpierw było zaskoczenie, które zmieniło się w irytację. Kiedy jednak spojrzała mu w oczy pojawiła się ciekawość i .. fascynacja. Teraz jednak szok malował się na jej bladziutkiej twarzy.
-C..Co?! – rozbawiła go jej mina. Nawet nie wiedział jak bardzo za nią tęsknił. Za tymi oczami, które wpatrywały się w niego trochę podejrzliwie, za tym małym zadartym noskiem ozdobionym piegami, za burzą loków i za jej głosem. A teraz siedziała przed nim opatulona kocem.
-No tak , Granger, czemu by nie? – czekoladowe tęczówki rozszerzyły się, a malinowe wargi uchyliły. Jakby on chciał ją teraz pocałować! Z trudem powstrzymał się by się na nią nie rzucić. – Tak czy siak, Granger, nie oszukujmy się, jesteś młodą, inteligentną dziewczyną. No i ładną.
Poczuł dziwną satysfakcję, gdy spuściła wzrok, a rumieniec pokrył jej policzki. Teodor patrzył na nich z dziwną miną, chociaż Malfoy dałby sobie rękę uciąć, że Nott się uśmiechnął. Draco wyszczerzył się do niego i czując się jak u siebie w domu, rozwalił się na kanapie.
-Ehm, po co tu przyszedłeś? – spytał półnagi Ślizgon, zabierając z talerza ostatnie ciastko –Jeśli chciałeś by zaniemówiła, to Ci się udało.
-Oj Diabeł, już całej szkole ogłosił powrót tej tu i szuka chętnego do pożyczenia notatek. – Dracon znów zerknął na gryfonkę, która z nagłym zainteresowaniem przyglądała się swoim dłoniom.
-Na szczęście nie musiałem szukać daleko. Wróciłem! – dumny Blaise wpadł do pokoju i nie zwracając uwagi na oburzonego przyjaciela, zrzucił jego nogi i usadowił się obok.
-Świetnie, Diabełeku - Hermiona starała się być swobodna, ale srebrne tęczówki ciążyły jej swoją intensywnością. Nott nagle obrzucił dziewczynę złym spojrzeniem.
-Hermiono – zaczął chłopak, ale oberwał kocem. Teraz Draco mógł podziwiać długie nogi brunetki, ubrane w bordowe leginsy i złościć się na Teodora, za to że dziewczyna ubrana była w jego bluzę.
-Daj spokój Teo! – warknęła, wyjmując z nosa swój wspomagacz -Idę do pokoju po książki i zaraz wracam. Nic mi się nie stanie!
-Pani Pomfrey wyraźnie mówiła, że..
-Mam się nie wysilać, ale..
-To tylko krótki odcinek do twojego pokoju, tak? Może nie zauważyłaś, że..
-Są schody? – przewróciła oczami, kładąc dłonie na biodrach -Daj spokój poradzę sobie!
Goście patrzyli na nich z rozdziawionymi buziami. Nie mogli pojąć, skąd tamta dwójka wiedziała co chce powiedzieć współlokator. Dziewczyna prychnęła, w a w tym samym momencie Nott przewrócił oczami. Usiadł na zwolnionym fotelu i spojrzał na kanapowiczów.
-No co? – spojrzenia chłopaków zirytowały go jeszcze bardziej –Wiem to dziwne i chore, ale tak już  mamy.
-Co tak już mamy?! – mulat potrząsnął oszołomiony głową -Wy czytacie sobie w myślach!
-Nie, Blaise to tylko intuicja, szósty zmysł – Gryfonka posłała triumfujący uśmiech drugiemu Prefektowi, gdy znów pojawiła się w pokoju. On mruknął coś pod nosem i z szatańskim błyskiem w oczach, przerzucił nogi przez ramię siedzenia. Wtedy dotarło do dziewczyny, gdzie musi usiąść.
-Siadaj, Minka- Zabini poklepał miejsce obok siebie. Miejsce obok Malfoya. Uniosła dumnie głowę i posyłając oburzone spojrzenie Teo, usiadła między chłopakami. 

 

Dwie godziny później, zapomniała o swoim złym humorze, śmiejąc się z żartów mulata i ciesząc się towarzystwem przyjaciół. Uczyli się korzystając z notatek, które jak się okazało należały do Dracona. Za każdym razem, gdy ich dłonie się muskały dziewczynę przechodził dziwnie przyjemny dreszcz.

Nie wiedziała, że Draco zerka na nią i z ciepłym uśmiechem obserwuje jej zmagania z zaległościami.

Nie wiedziała, że robił te notatki tylko dla niej.

Nie wiedziała, że w duchu płakał nad snem, który nie pamiętała.

Nie wiedziała, że w momencie, gdy zasnęła i jej głowa opadła na ramię „znienawidzonego” kolegi, jego serce przyspieszyło.

Nie wiedziała, że w tamtym momencie obiecał sobie, że będzie ją chronić.

Przed Voldemortem, śmierciożercami i .. nim samym.

 
Jak mówiłam dziś rozdział :D
Kolejny będzie w środę, niestety nie są sprawdzone, bo moja beta leniuchuje na plaży.
Co do bety.. To ona jest twórcą tego ślicznego szablonu, to jej debiut! Bardzo dziękuję, Rogaty!!♥♥♥

Przepraszam za opóźnienia i liczę, że jakoś dotrwaliście do końca rozdziału☻

Całusy,
Lupi♥










5 komentarzy:

  1. Beta nie leniuchuje, tylko zasłużenie odpoczywa po ciężkim roku. Przepraszam za błędy i moje próby szablonowe. Rozdział super, nic dodać nic ująć.
    XOXO
    Rogaś

    OdpowiedzUsuń
  2. Och, śliczne! Sama nie wiem co napisać. Może zacznę od ostatniej sytuacji, czyli ich nauki. Podoba mi sie Draco. Chce ją chronić, dbać o nią i po prostu być dla niej. To świetne, zwłaszcza z połączeniem Theo, który czyta w myślach Hermionie i Blaise'm, który zostaje doprowadzony do porządku jej kilkoma słowami.
    Reakcja Harry'ego bezcenna. Wpada jak burza i zaczyna nadawać. Nadal mam nadzieję, że nie zrobisz krzywdy Theo. Za bardzo go lubię <3
    Croy

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, och!
    Czegoś mi tu jednak brakuje... potrzebuje trochę więcej dramione! ;D
    Mimo wszystko fajnie, że jest coraz lepiej a Draco (mimo że kanon jeśli chodzi o jego osobę to leży na dnie jeziora i cicho pojękuje) jest najcudowniejszy na świecie :)
    Dlatego trochę denerwuje mnie Theodor, który jak dla mnie chciałby mieć Hermione tylko dla siebie. No ale cóż, zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie :)
    Lecę daaaalej :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie kochane <333 Strasznie się cieszę że twój blog to nie tylko straszne historie, ale też piękne chwile :3

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuźwa nie lubie jak za szybko któres z nich okazuje uczucia ale ten blog jest cudo cudo

    OdpowiedzUsuń