12 stycznia 2015

Tylko miłość potrafi zatrzymać czas.

Hej wam!
Rozdział jest, a tak długo pisany, bo chciałam umieścić w nim tak wiele.
Nie potrafię nic więcej powiedzieć oprócz tego, że następny jest już w połowie gotowy, więc mam nadzieję, że będzie wcześniej.

Dziękuję też za komentarze pod ostatnim postem! Dołączyły nowe osoby komentujące wprawiające mój dobry humor w jeszcze lepszy.

Czy jestem zadowolona? Tak.
Czy wy jesteście? Mam nadzieję:)

Dziś w sumie dwa duety Blaise & Arya oraz Draco & Hermiona !!
A teraz dość gadania i zapraszam do czytania!
Lupi♥
.
-Nie chcę o tym mówić, okej?
Dziewczyna uniosła głowę, ocierając wierzchem dłoni policzki. Obserwowała jak jej towarzysz siada obok na ławce, prostując nogi i machając beztrosko stopami. Nie mogła się powstrzymać by nie zerknąć wyżej na profil młodego mężczyzny, który spoglądał w górę. Ostro zarysowana szczęka oraz przygryziona dolna warga tworzyły dziwną mieszaninę chłopięcego uroku z dorosłością.
-Okej – odpowiedział, wpatrując się w znany tylko sobie punkt na ciemnym niebie. Nastolatka wstrzymała oddech, czując znów ten dziwny skurcz w brzuchu jakby latało tam stado motyli. Nie cierpiała tego, naprawdę. Jak ten chłopak sprawił, że czuła się tak dobrze w jego towarzystwie? A przecież wcale, a wcale go nie lubiła. Drażnił ją. –Czy jest jakiś powód oprócz oczywistego, że nie możesz ode mnie oderwać spojrzenia?
-Nie wiem czym jest ten oczywisty powód – parsknęła, opierając brodę na kolanie i kopiąc czubkiem drugiego buta śnieg –Ale ja cię chyba nie lubię.
-Oczywisty powód to twoja rosnąca miłość do mnie, skarbie – powiedział poważnie, ale błyszczące tęczówki zdradziły jego chęć do żartów –Ale ja też cię nie lubię.
-Okej – skinęła głową, uśmiechając szerzej, kiedy z gracją pantery młody arystokrata zeskoczył z ławki i stanął przed nią, kłaniając po dżentelmeńsku –Uczynisz mi ten zaszczyt oraz pozwolisz porwać?
-To zależy.. – zaśmiała się, chwytając jego rękę i podnosząc z jego pomocą –Gdzie chcesz mnie porwać?
-A gdzie chciałabyś zostać porwana? – dziewczyna wstrzymała oddech, kiedy intensywny wzrok mulata spoczął na niej –Marzy ci się spacer po dżungli? Plaża na Hawajach? A może zwykły mugolski Londyn?
-Zwykły mugolski Londyn brzmi ciekawie – blondynka skinęła głową, ściskając mocniej ramię towarzysza –Jak się tam dostaniemy?
-Samochodem – Blaise wzruszył ramionami, prowadząc w stronę zaparkowanego przed parkiem auta –Arya?
-Hmm? – jasnowłosa wywróciła oczami, kiedy chłopak otworzył przed nią drzwi, a potem zatrzasnął.
-Cieszę się, że do mnie napisałaś – dokończył Zabini, siadając na miejscu kierowcy i uśmiechając lekko do zamyślonej mugolki –Mogę spytać czemu?
-Czemu ty? – powtórzyła wciąż nieobecna myślami córka wiceburmistrza, wyglądając za okno –Chyba nie bałam się twojej reakcji..
-A reakcji Hermiony to już się boisz? – brązowe tęczówki błysnęły rozbawieniem, kiedy wmieszali się w ruch uliczny –Dobrze, że Królik polubił twój pokój na tyle by zawsze czekać na odpowiedź..
-Czasem nie chcemy mówić czegoś przyjaciołom tylko dlatego, że wiemy jak zareagują – mruknęła, nastawiając ogrzewanie na nogi –Gdybym nie spodziewała się, że będzie zła i zatroskana, to bym już do niej dzwoniła.
-Czyli.. nie martwisz się, że ja będę zły lub zatroskany? – ślizgon zatrzymał się na światłach unikając fioletowych oczu –W porządku.
-Nie wiem – odpowiedziała cicho, wsuwając luźny kosmyk za ucho –Przepraszam Blaise.. nie wiem.
-W porządku – powtórzył Diabeł zaciskając zęby –A powiesz mi o co chodzi? Z listu mało zrozumiałem..
-Byłam na imprezie i.. troszkę się upiłam – westchnęła ciężko, przypominając sobie pamiętny wieczór u Adele –Pamiętam, że wymiotowałam..
-To normalne na imprezach – dorzucił lekko kierowca, pocieszająco uśmiechając do wciąż zagubionej nastolatki –Idziesz się zabawić, pijesz alkohol.. czasem przesadzasz.
-Chodzi o to, że potrzebowałam Mas’a.. a jego nie było – wyznała w końcu, zaciskając szczupłe palce na kolanach –Adele mówi, że widziała jak wyszedł z jakąś blondynką.. myślała, że to ja póki nie znalazła mnie na zewnątrz.
-Może coś się stało? Może Matt musiał wyjść wcześniej? – próbował dalej chłopak, starając się nie palnąć jakieś głupoty –Może potrzebował podwózki?
-Mason, Blaise, Mason a nie Matt – odruchowo poprawiła ciemnowłosego, rozglądając kiedy zatrzymali na jednej z mniejszych uliczek –Gdzie jesteśmy?
-Nie wiem – przyjaciel Malfoya wzruszył ramionami, wciągając głęboko chłodne powietrze –Myślisz, że było to na tyle ważne by Mike zostawił swoją podpitą dziewczynę samą, nie mówiąc ani słowa i opuszczając dom przyjaciółki swojej pijanej dziewczyny z kimś innym?
-Mason nie Mike.. – dziewczyna zmarszczyła brwi, przyspieszając.
-Jestem niemal pewien, że powód jego wyjścia był równie ważny co pamiętne zniknięcie po waszym pierwszym stosunku.. – kontynuował mulat, spokojnie doganiając mugolkę –Wydaje mi się, że to było równie ważne jak jego nagłe spotkanie z chłopakami, kiedy ty siedziałaś sama w restauracji albo równie niespodziewane, kiedy zrezygnowałaś z urodzin Adele, bo on miał zabrać cię w góry, ale zapomniał..
-Załapałam, Diable, okej?! – właścicielka fioletowych tęczówek zatrzymała się na środku ulicy, ignorując szturchańce przechodniów i wpatrując w przyjaciela –Mój chłopak jest egoistycznym dupkiem, okej!
-To czemu z nim jesteś? – Blaise złapał blondynkę za ramiona, lekko potrząsając –Wiesz, że możesz z nim zerwać, prawda? W każdym momencie możesz to zrobić!
-Ale po co, Diable, po co mam to robić? – nastolatka zaśmiała się, mrugając gwałtownie by odgonić łzy –Mam więcej szczęśliwych wspomnień niż tych jakie wymieniłeś..
-Więc niech zostaną wspomnieniami – czarodziej zmiękczył ton, przesuwając zimnymi opuszkami po zarumienionych policzkach ukochanej –Zamknij ten rozdział..
-I co dalej? – zapytała cicho, odsuwając od niego, ale splatając palce –Możemy zapomnieć na ten wieczór kim jesteśmy?
-Możemy – zgodził się arystokrata, pociągając ją w stronę niewielkiej uliczki, która była miłą odskocznią od zatłoczonego centrum –Gotowa na przygodę, piękna nieznajoma?
-Z tobą? – zaśmiała się Arya, unosząc głowę do góry i łapiąc na język płatek śniegu –Zawsze.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Otrzymałeś wiadomość od „Arya”:
H., mam problem. Jestem sama z chłopakiem przy którym wszystko jest inne, o ironio magiczne. Mam ochotę rzucić wszystko i uciec z nim jak chciała Rose z Jackiem na Titanicu. Ale żylibyśmy szczęśliwie. HELP.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Hermiona zatrzymała się na podjeździe, obserwując jak drugi samochód parkuje obok. Po raz ostatni rozejrzała się po wnętrzu, sprawdzając na szybko czy wszystko wzięła. Tradycyjnie zostawiła cukierka przy hamulcu ręcznym, wychodząc na zimny dwór. To była taka tradycja jej i Aryi. Kiedy wysiadały z samochodu zostawiały cukierka by później na przywitanie go zjeść. Nie pamiętała w sumie skąd to się wzięło, ale nie miała zamiaru pewnego dnia usiąść za kierownicą z myślą, że nie będzie słodkiej „niespodzianki”.
-Dobry wieczór – pan William, lokaj państwa Roserów, otworzył drzwi nim zdążyła zadzwonić, witając ją ciepłym uśmiechem –Przykro mi, ale panienka Arya udała się na spacer. Prosiła bym przekazał, że jutrzejsze spotkanie jest aktualne.
-W porządku, dziękuję – czarownica podała mężczyźnie kluczyki, poprawiając jednocześnie czapkę.
-Mam wezwać taksówkę, Hermiono? – William charakterystycznym gestem potarł bokobrody, które upodobniały go do tych licznych lokajów z filmów –W wiadomościach mówili, że ma dość mocno prószyć. 
-Kolega obiecał mnie odwieźć – podziękowała jeszcze raz, żegnając z dorosłym opiekunem, który kojarzył jej się z dzieciństwem –Do zobaczenia, Williamie.
Gryfonka ostatni raz odetchnęła, podchodząc do mruczącego cicho samochodu. Czuła na sobie czujne oczy lokaja, który znając życie zda później relacje Aryi, a ta jak zwykle zacznie dopytywać o dziwne sprawy. Ślizgon wysiadł z subaru, kiedy się zbliżała, poskakując z zimna.
-Granger – ślizgon uśmiechnął się delikatnie, kiwając głową –Mówiłem, że możesz prowadzić, więc nie rozumiem tego zaskoczenia w twoich oczach.
-Słowo Węża bywa jedynie sykiem, a nie prawdziwą obietnicą – mruknęła dziewczyna, siadając na miękkim fotelu i gładząc palcami deskę rozdzielczą. Poczekała aż Dracon okrąży samochód, siadając w końcu na miejscu pasażera. W momencie, kiedy wsuwał się do środka poczuła irracjonalne podniecenie jazdą z nim. W drodze od Teodora wciąż czuła lekkie muśnięcie w kąciku ust, słyszała jego oddech, który ją owiewał, a tym bardziej pamiętała pragnienie by go pocałować. Oczywiście, teraz nie miała na to ochoty, ale..
-Jeśli zamierzasz tak odlecieć w czasie drogi.. – Król Slytherinu zadrżał teatralnie, zapinając z głuchym pstryknięciem pasy –Ruszaj, Granger.
Pani prefekt zmarszczyła brwi, skupiając się już całkowicie na drodze. Jazda w czasie takiej śnieżycy nie była wcale łatwa, ale myśl by przyznać Malfoyowi, że przewyższa ją w jakichkolwiek umiejętnościach, nawet jeśli chodzi o prowadzenie auta, była niedopuszczalna. Radio cicho grało, pozwalając im odpocząć od rozmowy, która mogłaby być dość niezręczna.
My voice a beacon in the night.
My words will be your light,
to carry you to me.

Is love alive?
Is love alive?
Is love
Hermiona zaczęła cicho nucić pod nosem jedną z wielu piosenek, kiedy zdała sobie sprawę co śpiewa i przy kim. Zarumieniła się odruchowo, dziękując w myślach, że jest już ciemno. Czując się jak w samochodzie Aryi, sięgnęła ręką by zmienić stację, ale zrobiła to równocześnie z ślizgonem, który bez problemu wyczuł jej zmieszanie. Zamarli, kiedy ich palce zetknęły się, a magia niemal błysnęła między nimi.
-Granger? – blondyn przerwał ciszę, jak zwykle zwracając się do niej po nazwisku –Na co zmienić?
-Nie mam pojęcia – westchnęła, skoncentrowana z powrotem na ruchu dziewczyna, krzywiąc kiedy z głośników wydostało się głuche trzeszczenie.
-Twoja mina mówi wszystko – parsknął rozbawiony ślizgon, również wzdrygając –Mam jakieś płyty.. lubisz Green Day?
-Kocham, ale.. – brązowe tęczówki błysnęły z ciekawości, gdy nastolatka odnotowała nową informację o dziedzicu Lucjusza –Znasz Green Day?
-Nie, trzymam ich płytę w Pysiu, ale nie znam – prychnął kpiąco Wąż, uśmiechając jednak szeroko –Zaskoczona bo..?
-Bo to mugolski zespół i .. – kujonka zamarła, gdy jej towarzysz zaczął się śmiać –No co?
-Kto powiedział, że mugolski? – Draco ewidentnie świetnie się bawił, a jego szare oczy świeciły ciepłem oraz rozbawieniem, kiedy napotkał wzrok kierowcy.
-To czarodzieje? – Hermiona otworzyła buzię, chwilę później ją zamykając.
-Tak i patrz na drogę – wychowanek Severusa skarcił wciąż zamyśloną prefekt, opierając tyłem głowy o szybę –A nawet, jeśli byli by to mugole to.. i tak bym słuchał.
-Nie przeszkadzałaby ci świadomość, że mają.. brudną krew? – mugolaczka zatrzymała się na światłach, odwracając spokojnie do arystokraty.
–Jaki kolor miała Twoja krew, kiedy opatrywałem ci dłoń na początku roku? – zapytał poważnie Malfoy, obserwując młodą kobietę uważnie –Pamiętasz?
-Czerwony, ale..
-A jaki kolor miała moja krew, kiedy mnie walnęłaś w.. trzeciej klasie? – czarodziej uniósł brew, nie spuszczając z niej oczu -Swoją drogą masz mocnego sierpowego.
-Chodziłam kiedyś na karate z Aryą – mruknęła cicho, uśmiechając na wspomnienie męczących treningów, na które namawiała ją blondynka –Czerwony.
-A wiesz jaki kolor miała krew pięcioletniej dziewczynki, którą pokazał mi i Diabłowi ojciec na jednej z naszych przed hogwarckich lekcji? – zapytał jeszcze spokojniej chłopak, przeczesując jasne kosmyki.
-Czerwony – powtórzyła, mrużąc powieki –Starasz się powiedzieć, że to bez znaczenia czy ktoś jest mugolem, mugolakiem lub arystokratą?
-Nie, ma to znaczenie – zaprzeczył delikatnie, zaciskając usta –Ma znaczenie czy jesteś mugolakiem czy arystokratą, ale nie ze względu na magię, a tradycje. Wnosicie wiele nowego, wprowadzacie zmiany oraz jesteście.. nieprzewidywalni.
-Więc w czym jesteśmy gorsi, że dołączacie do śmierciożerców? – drążyła temat zaciekawiona Gryfonka, przyspieszając gdy jechali na opustoszałej drodze –W czym?
-Nie ograniczając was żadne tradycje, Granger, nie rozumiecie nas – Draco pokręcił głową, prostując się –Nie akceptujecie wiele z naszych obyczajów, za bardzo wszystko.. mieszacie. Czarny Pan miał potencjał, chciał coś z tym zrobić, ale zgubił się w zemście.
-Uważasz, że nie mamy prawa praktykować czarów?
-Nie, jest w was w końcu aktywna cząstka pierwotnej magii, a dziki mag jest bardziej niebezpieczny – blondyn przyciszył radio, stukając palcami o udo –Ale wciąż uważam, że nie rozumiecie znaczenia tych wszystkich zobowiązań arystokratów. Przyznaję, że niektórych nienawidzę, ale.. to obowiązek.
-Obowiązek kazał ci zostać śmierciożercą – warknęła Hermiona, zmieniając gwałtownie bieg –Czy to uważasz za dobrą stronę?
-Czy bycie mordercą może być w jakikolwiek sposób dobre? – prychnął, pocierając odruchowo ramię z symbolem Czarnego Pana –Musiałem to zrobić. Teraz ja?
-Przepraszam, zrobiłabym to samo – przyznała, wzdrygając się na samą myśl –Co teraz ty?
-Ja zadaje pytania..– ślizgon zrobił chytrą minę, zapowiadającą trudne minuty przesłuchania  -Jakie jest Twoje największe marzenie?
-By Harry zwyciężył – wyszeptała zamyślona, a po chwili zreflektowała się wiedząc, że tak odparłaby teraz połowa czarodziei -Wyjechać do Chorwacji.
Czuła na sobie przenikliwe spojrzenie stalowych tęczówek. Zaryzykowała i zerknęła na niego. I to był błąd. Kiedy wzrok gryfonki skrzyżował się z oczami ślizgona, dziewczyna zapomniała o wszystkim. To, jak Malfoy rozłożył się na fotelu i w nią wpatrywał spodobało jej się. Za bardzo. Blond kosmyki opadały na czoło, kącik ust unosił lekko. To jego uśmiech zachwycił ją. Po raz pierwszy, Hermiona widziała tak beztroski, rozluźniony grymas na twarzy Węża. Nie ironiczny, nie złośliwy, nie wymuszony. Prawdziwy, łobuzerski uśmiech Dracona. Wpatrywała się w niego oniemiała, kiedy poczuła że traci kontrolę nad samochodem. Krzyknęła głośno, kiedy kierownica szarpnęła mocno, a za oknem zawirowało. Usłyszała przekleństwo wymamrotane przez jasnowłosego oraz kątem oka zauważyła, że łapie on za hamulec. W końcu auto stanęło, a nimi szarpnęły pasy.
-Wszystko w porządku? – poczuła chłodne palce dotykające jej ramienia –Granger?
-Mhm.. – Hermiona zamrugała, spoglądając na zdenerwowanego chłopaka –Merlinie. Przepraszam! A ty? Jesteś cały?
-Tak – uspokoił ją, uśmiechając cierpko i wychodząc na zewnątrz –Poczekaj, Granger.
-Malfoy, przepraszam – powtórzyła ponownie, gdy otworzył drzwi od jej strony, kucając –Na pewno nic ci nie jest?
-Na pewno, Granger, jestem cały – ślizgon westchnął, pospiesznie sprawdzając czy dziewczynie nie stała się krzywda –Droga jest oblodzona, a my wpadliśmy w poślizg. Zjechaliśmy z drogi.. emm i chyba trochę silnik nawalił.
-Co teraz? – spokojniejsza Gryfonka wysiadła z samochodu, rozglądając wokół. Byli w połowie drogi do Londynu, ale wokół nie było śladu domów. Oboje stwierdzili, że bardziej opłaca się jechać skrótem przez las i wieś niż pchać na główne ulice.
-Masz tele-coś-tam, co służy do komunikacji? – pokazał na migi, że mówi o komórce –Może zadzwoń do Aryi.
-Telefon? – pokręciła głową, wiedząc że zasięg w takim miejscu jest raczej niespotykany –Nie mam zasięgu. Mijaliśmy jakiś dom niedawno? Cokolwiek?
-Byłem raczej skupiony na tobie niż na widokach – parsknął ślizgon, ignorując nagłe rumieńce ukochanej –Ale była jakaś chata.
-Pójdziemy tam i poprosimy o pomoc – stwierdziła pewnie Gryfonka, zapinając po czubek nosa kurtkę –Nie masz nic wartościowego czy niezbędnego w samochodzie?
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Otrzymałeś wiadomość od „Miona”:
A., ja nie jestem w lepszej sytuacji. Jestem sama z okropnym, przemądrzałym, aroganckim kretynem, który ma piękne oczy. Daj się pochłonąć magii, Arya. A kiedy pojawi się góra lodowa pamiętaj by znaleźć większą szafę albo nie bądź taką egoistką jak Rose i daj mu szansę.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Chłopak musiał podjąć decyzję, która mogła zaważyć nad losem jego i jego towarzyszki. Jeden zły ruch, a będzie po nich. Nie może popełnić błędu albo wszystko zepsuje. Przynajmniej tak można było wydedukować po skupionej miny młodzieńca, który przenosił spojrzenie z jednego miejsca na drugie i z powrotem. Ze zmarszczonym czołem oraz zaplecionymi ramionami wyglądał jak zatroskany superbohater, który miał w swoich rękach los ukochanej kobiety oraz całego świata.
-Czym różnią się żelki misie od żelków węży?
Blondynka uśmiechnęła się szeroko, wrzucając do koszyka siatki z owocami. Zostawiła czarodzieja w tym miejscu parę minut temu, ale z tego co widziała nic się nie zmieniło, a sytuacja wciąż była kryzysowa.
-Wyglądem – odpowiedziała, kiwając głową kiedy w końcu zdecydował się na wężyki –Jeszcze trzeba kupić wodę i możemy iść do kasy.
-A może weźmiemy jednak misie? – Blaise zignorował ją, obracając ostatni raz na półkę z żelkami, po czym potrząsnął głową –Nie, węże są bardziej patriotyczne.
Arya znowu się zaśmiała, pozwalając towarzyszowi pchać wózek na zakupy i rozglądając z beztroską. Przeleciała wzrokiem po stojących przy kasach ochroniarzach, którzy przyglądali się podejrzliwie mulatowi. Blaise był zupełnie w innym świecie, odpychając stopami od podłogi by spróbować przejechać kawałek na wózku bez stąpania po ziemi. W końcu zatrzymał się, szukając ją w tłumie klientów. Razem zapakowali jedną zgrzewkę mineralnej wody, zmierzając do kas.
-Poczekaj! Zupełnie zapomniałam o herbacie – nastolatka klepnęła się dłonią w czoło, obracając na pięcie i szybkim krokiem dochodząc do odpowiedniego regału. Przeszukała wzrokiem ulubiony malinowy smak pani Anabelle, do której zmierzali. Jej stara przyjaciółka zadzwoniła, kiedy z Diabłem spacerowali nalegając by kupiła wybrane owoce i przywiozła. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż od czasu do czasu zdarzały się incydenty z takimi niespodziewanymi telefonami. Wracając z powrotem do kolejki, napotkała przeszkodę. Blaise opierał się o wózek trzymając coś w rękach, ale nie była pewna co bo na drodze stanęła jej grupka wymalowanych dziewcząt. Wszystkie wystrojone prawdopodobnie wybierały się na jakąś imprezę, a widok samotnego oraz przystojnego arystokraty zachęcał do ploteczek. W pewnym momencie jedna z nich ruszyła w stronę jej towarzysza, kręcąc zmysłowo biodrami. Stanęła przed chłopakiem, dotykając delikatnie jego ramienia by zwrócić na siebie uwagę. Czarodziej uniósł czujnie głowę, mierząc powoli nieznajomą wzrokiem, na koniec unosząc brwi. Umalowana szatynka mrugnęła porozumiewawczo do arystokraty, podając mu kawałek karteczki.
-Przepraszam – mruknęła w końcu do grupki przyjaciółek najodważniejszych z dziewczyn, która wciąż podrywała jej chłopaka. Znaczy przyjaciela. Poczuła niemiły skurcz brzucha, kiedy brązowe tęczówki nie odrywały się od twarzy nieznajomej. W końcu nie miała prawa być zazdrosną o Diabła, a tym bardziej czuć się zdradzoną.
-Masz tą herbatę? – blondynka zamrugała, zdając sobie sprawę, że z powrotem stoi obok wózka, ściskając w dłoniach pudełko z produktem. Skinęła potakująco, obrzucając z zaciekawieniem niezadowolony grymas szatynki. Widząc wręcz morderczy błysk w zielonych oczach dziewczyny, przeniosła niepewnie wzrok na stojącego wciąż nonszalancko czarodzieja, który wpatrywał się wciąż w tamtą.
-Malinową – dodała, nie wiedząc za bardzo jak się zachować. Zauważyła, że postawa ciemnowłosej się zmieniła, gdy i tamta zauważyła brak reakcji ze strony przystojnego nieznajomego na jej przybycie.
-Katie właśnie podeszła żeby zapytać czy nie mam ochoty iść na drinka.. – Zabini wyprostował się, przykrywając leżącą na wózku dłoń Aryi swoją –Mogę poprowadzić, jeśli chcesz skorzystać z zaproszenia dziewczyn. Skarbie?
-Znaczy ja..
-Coś nie tak, Katie? Nie zdążyłem ci powiedzieć, że jestem tutaj z dziewczyną, ale.. – ślizgon wzruszył ramionami, pochylając i całując w policzek zaskoczoną blondynkę –Ale to chyba nie problem, prawda? Sama mówiłaś o poznawaniu nowych ludzi ..
-Tak, jasne – szatynka odzyskała rezon, rzucając pannie Roser wściekłe spojrzenie –Z chęcią przyjmiemy i twoją dziewczynę, Blaise.
-Księżniczko? – ciemnowłosy uśmiechnął się cierpko, pierwszy raz spoglądając prosto w oczy Aryi, która nie mogła powstrzymać się przed równie rozbawionym grymasem.
-Jeśli tak chcesz spędzić naszą rocznicę – parsknęła śmiechem, widząc zaczerwienioną twarz „Katie”, która powoli zaczynała godzić się z przegraną –To nie ma sprawy.
-Mhmm.. chyba pięciolecie możemy spędzić jednak sami – zawyrokował w końcu mulat, zerkając przepraszająco na nową znajomą –Wybacz, Katie, ale piąty rok z rzędu, to jednak coś.
-Jasne.. w takim razie najlepszego – zielonooka pochyliła się całując w powietrzu oba policzki Blaise’a –Pamiętaj, że jeśli nie masz ochoty czekać na kolejną rocznicę, to.. masz mój numer.
-Myślę, że nie jesteś taka zła, Katie, ale nie czekaj przy telefonie – ślizgon wyciągnął rękę w stronę blondynki, ściskając jej drobną dłoń w swojej –Jestem właśnie z najcudowniejszą dziewczyną jaką znam i.. nie oddam nawet jednego dnia.
Arya obserwowała jak ciemnowłosa mruga, godząc się ze słowami czarodzieja. W końcu wróciła do koleżanek, które rozentuzjazmowane czekały na streszczenie całej opowieści przyjaciółki. Słysząc chrząknięcie, pozbierała się w sobie wykładając zakupy na kasę, czując dziwne „coś”. Brązowooki zabrał zakupy, zanosząc je do samochodu i po raz kolejny otwierając przed nią drzwi. W ciszy pojechali do domu pani Anabelle, a ciepły głos Ed’a Sheerena umilał im drogę. Dziewczyna ukradkiem przyglądała się towarzyszowi, który siedział obok niej całkowicie rozluźniony. Pewnie trzymał kierownicę, kiwając bezwiednie głową w rytm gitary, a jego palce uderzały co jakiś czas jakby w uchwycie na gitarze. Jasnowłosa kolejny raz starała się zrozumieć co jest w nim takiego, co on robi, że tak bardzo miesza jej w głowie. Nie chodziło tu o wygląd niczym z opowieści o herosach, który młodzieniec posiadał. Nawet jego brązowe tęczówki nie były jakieś niezwykłe, ale i tak uważała je za najpiękniejsze. Po prostu będąc przy Zabinim czuła się sobą, prawie identycznie jak przy Hermionie. Oczywiście przy H. nie przejmowała się za bardzo wyglądem czy tym co robi, co czasem zdarzało się, gdy mulat wpatrywał się w nią tak intensywnie.
-Jesteśmy – Blaise przerwał ciszę, wskazując podbródkiem stojący przed nimi domek. Jak zwykle unosił kąciki ust, a w oczach błysnęło to „coś”, co sprawiało, że Arya czuła się wyjątkowo.
-Okej – westchnęła, wysiadając. Zabini złapał siatki z zakupami, podążając za nią do drzwi, które nastolatka otworzyła zapasowym kluczem. Weszli do ciepłego holu, w którym już słyszała znajomy głos ulubionej telenoweli starszej damy –To ja, Arya!
-Oczywiście, moja panno, nikt inny nie wszedłby jak do siebie – Anabelle stanęła w wejściu do salonu, spoglądając z ciekawością na mulata –A to jest..?
-Blaise Zabini, proszę pani – chłopak ukłonił się, jak na arystokratę przystało.
-Blaise..? – kobieta uśmiechnęła się lekko, rzucając podekscytowane spojrzenie młodej przyjaciółce –Zrobić wam herbaty? Angelina przygotował również sernik, chociaż jak dla mnie jest za … miękki.
-Z chęcią – Wąż rozebrał się szybko, kierując za gospodynią do kuchni. Wspólnie z Aryą zaniósł tam zakupy, a potem za namową obu pań zasiadł przy stole. Blondynka zaczęła rozkładać produkty, przysłuchując się narzekaniom Ann, która jak nigdy od razu polubiła czarodzieja. Obserwowała tą zwykle zgryźliwą kobietę, która siedziała przy gościu częstując go tym „miękkim” sernikiem i zagadując. Dziwnym trafem nawet tak uparte damy jak ta ulegają czarowi mulata.
-Arya, co tak stoisz? Nastaw wodę na herbatę – prychnęła owa staruszka, machając na dziewczynę jak na nieznośną muchę. Obróciła się z powrotem do młodzieńca, który uśmiechał się szeroko –Zamierzasz się jej oświadczyć?
-Anabelle! My nawet nie jesteśmy parą – krzyknęła zawstydzona mugolka, nastawiając gaz.
-Mam w planach – potaknął rozbawiony ślizgon, mrugając szelmowsko do oszołomionej blondynki –Ale najpierw muszę zdobyć jej względy. Rozumie, pani, jeśli nie da się po dobroci, to dopiero wtedy ją.. porwę.
-Kupiłeś jej już kwiaty? – zapytała zainteresowana kobieta, znów marszcząc się na protestującą nastolatkę –Od czasu do czasu można tak robić.. pamiętam, jak.. kwiaty.
-Oczywiście, że kupiłem i to nie raz – pochwycił entuzjazm staruszki hogwartczyk, robiąc zbolałą minę –Staram się ją oczarować, wręcz zaczarować swoim urokiem, ale jest odporna..
-Bywa nieznośnie uparta – zgodziła się pani Donovan, podsawiając filiżankę pod dzbanuszek, który trzymała młoda Roser –Doprawdy, robi wszystko po swojemu.
-Albo nie chcę przyznać się do błędu – zaśmiał się Diabełek, pożerając już drugi kawałek sernika –Czasem zastanawiam się czy kiedyś przejrzy na oczy.
-Oh, wiem o czym mówisz – westchnęła ciężko siwowłosa, poklepując ramię chłopaka –Bywa, że zachowuje się jak dzikusa.
-Nie wiem czy wiecie, ale ja wciąż tu jestem – warknęła zezłoszczona nastolatka, siadając pomiędzy tą dwójką i również nakładając sobie kawałek ciasta –Wszystko słyszę.
-Blaise, Arya jest naprawdę zadziorna, ale.. – Anabelle objęła ramieniem dziewczynkę, którą kochała bardziej niż własnych wnuków –Ale jest również bardzo wrażliwa..
-Będą ją chronił – obiecał chłopak, muskając palcami pod stołem udo ukochanej, która niemal zakrztusiła się z wrażenia. Oczy młodego człowieka zabłysły, gdy napotkał lekko zamglony wzrok starszej kobiety. Wpatrywali się w siebie przez chwilę, wiedząc co tak naprawdę czuł do mugolki arystokrata –Nawet przed nią samą.
-Jesteście .. jesteście niemożliwi ! – dziewczyna przewróciła oczami, opierając wygodniej na krześle i przyglądając całej scence. Już dawno nie czuła się tak szczęśliwa i beztroska jak w tym momencie. Słuchała kolejnych przekomarzanek zgryźliwej babci wraz z przystojnym czarodziejem, a w myślach starała się zapamiętać ten widok na wieki.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Otrzymałeś wiadomość od „Arya”:
H., nie odpowiadasz mi. Pewnie znów rozładował ci się telefon. Ja tylko.. sama już nie wiem co chcę! Jednocześnie mam w głowie Masona, ale wystarczy jeden dotyk, jeden uśmiech, jedno spojrzenie Jego, a ja marzę jedynie by z nim uciec. Zmiana planów. Nie chcę być jak Rose & Jack. Co powiesz na Romea i Julię? Tylko bez tego melodramatycznego zakończenia? Lepiej „i żyli długi, i zabawnie” xoxoxo odezwij się!
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Hermiona nie mogła się powstrzymać przed głośnym chichotem, kiedy usłyszała głośny jęk chłopaka dochodzący z łazienki. Westchnęła, zastanawiając się co tym razem zrobił ten głupek, który oczywiście wszystko wiedział najlepiej. Popatrzyła z ciekawością na stojącą przy blacie kobietę, która kończyła właśnie przygotowywać kolację dla męża. Razem z Draconem szli niemal przez czterdzieści minut nim dostrzegli światła wyłaniające się zza mgły. Doszli do ładnego domku, który wręcz kusił ich bijącym z środka ciepłem. Po paru chwilach zdenerwowania, drzwi uchyliły się, a zza nich wyjrzała twarz Laury Duncan, o czym się dowiedzieli pięć minut później. Gospodyni wciągnęła ich do przytulnego salonu, biadoląc na pogodę oraz kapryśny los. Zapewniła ich, że mogą spokojnie zostać na noc, kiedy przekonali się o niedziałających telefonach. Teraz właśnie Draco zażywał ciepłej kąpieli na górze, podczas gdy ona siedziała już ogrzana w kuchni przy kominku.
-Wszystko w porządku? Może masz ochotę na jeszcze jedną kanapkę? – Laura usiadła po drugiej stronie stołu, uśmiechając leciutko –Wciąż jesteś blada..
-Nie, dziękuję, jestem już pełna – Hermiona westchnęła, opierając brodę na dłoni i obserwując bawiącego się męża Laury z małą dziewczynką –Olivia jest naprawdę urocza..
-Oh, ale i kapryśna oraz marudna po tatusiu – zaśmiała się starsza z dziewcząt, spoglądając w tym samym kierunku. Laura miała długie miedziane pukle, które spięła w niechlujnego warkocza. Była dość wysoka oraz ładnie zbudowana, a przy tym równie kobieca oraz zmysłowa. Duże zielone oczy błyszczały za każdym razem, gdy słyszała głosy swoich najbliższych –A ty i twój chłopak? To coś poważnego?
-Nie – zaprotestowała chyba trochę za głośno, gdyż Mark Duncan zerknął na nią z zaskoczeniem –To znaczy.. dopiero zaczęliśmy nasz.. związek.
Gryfonka zacisnęła zęby żeby nie powiedzieć nic więcej co mogłoby pogorszyć ich sytuację. Oczywiście pomysł żeby udawali parę był jednym oraz wielkim wymysłem Malfoya, ale nie zdążyła w porę zareagować. Ślizgon, kiedy zostali wpuszczeni do środka, obejmował ją mocno, gdyż drżała z zimna. Później wykłócając się ze wszystkimi zaniósł ją do łazienki, namawiając by pierwsza się wykąpała. W końcu pani prefekt uległa, chociaż w głowie wciąż miała jego bladą twarz oraz lekko sine wargi.  Wąż zmarzł bardziej od niej, co oboje wiedzieli. Chłopak zdjął własny szalik i nim ją opatulił, a w połowie drogi był gotów poświęcić dla niej i kurtkę, ale zdołała go przekonać do zmiany decyzji. Właśnie wtedy, gdy ona zażywała ciepłego prysznica, Dracon przedstawił ich młodemu małżeństwu oraz stwierdził, że są już razem.
-Wyglądacie na bardzo w sobie zakochanych – przyznała Laura, przygryzając dolną wargę z rozmarzeniem –Takich kochających się młodych ludzi już się nie spotyka.. Gdzie się poznaliście?
-Chodzimy do tej samej prywatnej szkoły, więc znamy się już z sześć lat – odpowiedziała, przypominając sobie ulgę oraz troskę w srebrnych tęczówkach, kiedy ubrana w ciepły sweter oraz dresy gospodyni stanęła na przedpokoju. Czekał tam na nią ślizgon, uśmiechając łagodnie na widok rumieńców na jej policzkach oraz burzy loków –Ale raczej za sobą nie przepadaliśmy.
-To co się w takim razie zmieniło? – rudowłosa uniosła brwi, upijając łyk zaparzonej herbaty –Draco oczu od ciebie nie mógł oderwać, a to już coś znaczy.
-Zaczęłam w tym roku spędzać czas z jego przyjaciółmi, a to równało się częstym przebywaniem w jednym pomieszczeniu.. i jakoś tak wyszło – wzruszyła ramionami, nie będąc pewna co może jeszcze dodać aby nie mijać za bardzo z prawdą –Okazało się, że nie jest taki zły jak myślałam.
-Z nami było troszkę inaczej – Mark stanął w drzwiach, trzymając w ramionach zasypiając dwulatkę –Laura i ja poznaliśmy się na jednej imprezie.
-Urodzinach Malcolma – dodała wesoła gospodyni, całując małą rączkę córeczki, a później ramię męża –Mark wydzwaniał do mnie od tamtej pory aż wreszcie poszliśmy na kawę.
-Później poszło już z górki – zażartował mężczyzna, cmokając żonę w usta –Wystarczył urok Duncana i bam! Mamy panią Duncan!
-Dziękujemy bardzo panu, panie Duncan – zachichotała Laura, wypychając swoją drugą połówkę na korytarz. Obróciła się do siedzącej przy stoliku dziewczyny, która obserwowała ich po cichu –Hermiono, łóżko już wam pościeliłam.. mam nadzieję, że jedno łóżko to nie problem? Dobrze, kiedy Draco wyjdzie to zostawiłam mu na szafie dresy Marka.. rano spróbujemy jeszcze raz skontaktować się ze światem zewnętrznym!
-Dziękuję jeszcze raz – Gryfonka podniosła się, nie potrafiąc wyrazić wdzięczności –Naprawdę nie wiem co byśmy zrobili.
-Los – wyszeptała Laura, znikając za drzwiami do sypialni dziewczynki –Śpijcie dobrze.
Młoda panna Granger weszła na drugie piętro, wsuwając się do niewielkiego, gościnnego pokoju. W pomieszczeniu stała mała komoda, parę regałów oraz dwuosobowe łóżko, specjalnie dla nich zaścielone. Dziewczyna przysiadła z jednej strony, czując błogą ulgę, która pojawiła się wraz z zetknięciem głowy z poduszką. Przymknęła powieki czekając na powrót Dracona, który wciąż był w łazience. W końcu usłyszała ciche kliknięcie zamka, a jej oczom ukazał się ślizgon, który zakładał koszulkę Marka.
-Wszystko w porządku? – wąż przeczesał dłonią włosy, obserwując ją czujnym wzrokiem –Nie jest ci już zimno?
-Jestem cała – powtórzyła to zdanie któryś raz z kolei, czując znów ciepło na widok jego troski –A ty?
-Nasza pierwsza wspólna noc, co? – zignorował jej pytanie, podchodząc bliżej do łóżka, przywołując tym gorące rumieńce na policzkach prefekt –Spokojnie, Granger, ty śpiesz po swojej połowie, ja po swojej.
-Dokładnie – potaknęła, starając nie okazać zawstydzenia, kiedy kładł się obok. Nagle łóżko przestało się wydawać takie wielkie, jak wcześniej.
-Granger? – ciemnowłosa uniosła wzrok, zaskoczona cichym szeptem ślizgona –Nie spodziewałem się, że tak będzie wyglądać ten wieczór.
-Chodzi ci o towarzystwo szlamy w łóżku? – spytała kpiąco, obracając by zgasić lampkę stojącą na etażerce –Czy to, że śpisz u mugoli?
-Rozmawialiśmy już na temat moich poglądów – syknął, czekając aż znowu ich spojrzenia się zetkną w ciemnym pokoju –Myślałem raczej, że będziemy mieli mniej czasu dla siebie.
-Nagle stałam się taka fascynująca? – Hermiona znowu nie zdążyła ugryźć się w język, ale czując ciepło ślizgona nie mogła się skupić, a tym bardziej rozluźnić.
-Nigdy nie mówiłem, że nie jesteś – odpowiedział spokojnie wychowanej Severusa, uśmiechając delikatnie, kiedy uniosła brwi –Mogę cię o coś spytać?
-Wciąż gramy w pytanie? – skinęła głową, wzdychając, gdy poczuła jego nogę ocierającą się o jej własne –Co chcesz wiedzieć?
-Kim chcesz zostać w przyszłości? – po raz kolejny chłopak zaskoczył ją prostotą swojego pytania, a jednocześnie wywołał u niej kolejny rozbawiony grymas.
-Chyba kimś w Ministerstwie.. sama nie wiem – przyznała, pocierając palcami oczy oraz ziewając –A ty, Malfoy?
-Uzdrowicielem – stwierdził od razu, kiwając stanowczo głową –Od dziecka chcę nim zostać. Jesteś śpiąca?
-Bardzo – burknęła, przymykając powieki, ale jego przenikliwe spojrzenie nie dawało spokoju –Coś jeszcze?
-Dobranoc, Granger – mruknął w odpowiedzi, również obracając się w swoją stronę. Gryfonka po paru minutach opadła z sił, a jej oddech wyrównał się. Nawet wtedy, gdy spała syn Lucjusza nie mógł się powstrzymać przed zerknięciem na nią. Lekko rozchylone usta, loki opadające jej na twarz, cienie rzucone przez długie rzęsy. Chciałby mieć taki widok na co dzień od teraz aż do śmierci. Nie wiedział kiedy i jego powieki opadły.
2:46
-Malfoy? – chłopak obudził się od razu, słysząc zachrypnięty głos ukochanej.
-Hm? – obrócił się, zauważając że przerwa między nimi zmniejszyła się o połowę.
-Śpisz? – szepnęła cicho.
-Tak – przejechał ręką po włosach i zadrżał z zimna –Coś się stało?
-Nie, tak pytam – westchnęła cicho, podciągając kołdrę pod brodę –Ja też śpię.
-Nie wiedziałem, że gadasz przez sen – parsknął konspiracyjnie.
-A ja, że ty – burknęła.
...
02:53
-Malfoy?
-Tak? – uśmiechnął się lekko, wciąż obserwując ją kątem oka.
-Nic, sprawdzam czy śpisz – przyznała, ziewając jak mały kociak.
-Śpię – mruknął, wyciągając dłoń i gładząc jej policzek -Ty też zaśnij w końcu.
-Wiem – potaknęła w półśnie, przysuwając się bliżej -Budzisz mnie co chwila.
03:08
-Malfoy?
-Granger?
-Co?
-Nie, to ja pytam co – westchnął, przekręcając na bok by ją widzieć –Co się stało?
-Nic – burknęła, chowając twarz w poduszce –Nie mogę spać.
-Granger? – ślizgon przysunął się bliżej, oplatając gryfonkę i przyciągając do siebie–Zimno Ci?
-Tak – pokiwała głową –Zimno, a tobie?
-Też – mruknął, przewracając oczami, ale mocniej przytulając i delikatnie gładząc po plecach –Śpij.
-Dobranoc, Malfoy – cicho powiedziała owiewając oddechem jego obojczyk.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Otrzymałeś wiadomość od „Miona”:
A., czy Romeo i Julia bez takiego zakończenia mieliby jakikolwiek sens? Proponuję zostać ci po prostu moją Aryą, a Jemu(kimkolwiek on jest) sobą. Może pożyczy ci kiedyś nazwisko, kto wie? Ja natomiast jestem po.. zawale. Tak myślę. I chyba się zakochuję. Nie wiem, która z nas jest w gorszej sytuacji.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Białe płatki zlatywały z nieba powoli wręcz leniwie tańcząc na lekkich podmuchach i opadając na ziemię by okryć ją niczym kocem. Jedna ze śnieżynek zamigotała w świetle latarni lawirując zręcznie między gałęziami drzew by na koniec rozpuścić się na języku, który wystawiła dziewczyna. Fioletowe tęczówki błysnęły, gdy zimny płatek znalazł się w buzi ich właścicielki. Jasne pukle przysłaniała w połowie kolorowa czapka, ale niektórym kosmykom udało się uciec z więzienia i wydostać na chłodne powietrze. Blondynka z uśmiechem obróciła się wokół swojej osi, szukając spojrzeniem swojego towarzysza. Blaise ignorując wszystkich innych ludzi, siedział na środku lodowiska, podziwiając roztaczającą się nocną panoramę Londynu. Wydawał się jeszcze bardziej niezwykły siedząc beztrosko wśród tylu szarych osób, którzy jeździli wkoło niego. Nastolatka podjechała na środek lodu, niezgrabnie próbując usiąść na ziemi z założonymi wciąż łyżwami. Westchnęła ciężko, czując że jej spodnie już stają się wilgotne, ale zignorowała nieprzyjemny chłód. Uniosła wzrok również rozkoszując się niezwykłym widokiem miasta, które mimo późnej pory wciąż żyło. Odruchowo zerknęła na London Eye, które było jej zwykłym punktem odniesienia do położenia w centrum.
-Kobieta w czarnej kurtce oraz zielnej czapce zakochała się w narzeczonym swojej przyjaciółki – odezwał się nagle mulat, wskazując ukradkiem samotnie jeżdżącą szatynkę, która ze smutnym wyrazem twarzy wyglądała na około trzydziestki.
-Skąd to wiesz? – zapytała zaskoczona, ale widząc jego wzruszenie ramion załapała. Rozejrzała się po wielkim torze, wypatrując swojej ofiary –Tamten brunet z bródką właśnie stracił pracę, ale woli wydać te parę monet na łyżwy niż wrócić do domu by powiedzieć o wszystkim żonie.
-Ma również dwójkę dzieci, które wyczekując z niecierpliwością by pochwalić się osiągnięciami w sztuce malowania kanciastych postaci – dorzucił od siebie, kiwając aprobująco głową –A tamten staruszek zakochał się pierwszy raz po stracie żony.
-W starszej pani, który nie widzi świata oprócz swoich kotów – zachichotała, widząc jak unosi zdumiony brwi –Ale rozkocha ją w sobie bez problemu.
-A co myślisz o tamtej parze? – Blaise pochylił się do przodu, pokazując ukradkowo na faceta wraz z dziewczyną, którzy robili właśnie dość nieudolny piruet, ale z ich twarzy nie schodziły błogie uśmieszki –Myślę, że po latach znajomości przyznali się właśnie do swoich uczuć. Myślę, że ten chłopak zna ją od dziecka oraz, że pokochał ją już w szkole, ale bał się przyznać.
-A ona również go kochała, ale nie widząc żadnych sygnałów od niego zaczęła się spotykać z kimś innym. Biedak był przy niej, gdy płakała po licznych nieudanych związkach, ale wciąż martwił się co pomyśli o jego uczuciach – zawyrokowała, czując nagły przypływ sympatii to nieznajomej dwójki, która właśnie ruszyła dalej. Zagryzła wargę, wiedząc że to co powiedziała niezupełnie odnosiło się tylko do nich, ale w jakiś dziwny sposób i do niej samej.
-Ciemnowłosy chłopak z zielonym szalikiem – jasnowłosa zaczęła wypatrywać nowego obiektu, podążając za spojrzeniem Diabła, który jednakże wpatrywał się z powrotem w wielki młyn –Boi się powiedzieć na głos coś co i tak jest rzeczą wiadomą dla jego przyjaciółki. Zakochany od pierwszego zgryźliwego komentarza dziewczyny, która jednakże tkwi w nie całkiem szczęśliwym związku z tępym osiłkiem. Idiota, który powinien darować sobie tą znajomość ze względu na tradycję jego pochodzenia, ale czubek ten nie ma odwagi porzucić odnalezionej dopiero co miłości.
-Oh, Blaise.. – Arya zamarła, muskając palcami końcówkę jego szalika, nawijając na palec szmaragdową nitkę. Napotkała pełne żalu oraz bólu brązowe tęczówki, które błyszczały tym dziwnym uczuciem. Zamarła czując, że jej serce odpowiada szybszym biciem, a ona nie miała już siły by protestować –Blondynka w czarnym płaszczyku oraz dziwnym kolorem oczu.. dziewczyna, która od ostatnich paru tygodni zaprzecza samej sobie.. dziewczyna, która kocha dwóch chłopaków, ale jeden.. jeden jest dla niej bardziej niż przyjaciel czy znajomy niż drugi.. za drugiego natomiast oddałaby własne życie. Głupia nastolatka, która boi się powiedzieć przyjaciółce, że ..
-Że? – mulat powtórzył, kiedy mugolka raptownie zamilkła, odwracając twarz w drugą stronę –Arya?
-Że zakochała się w jej przyjacielu – wyszeptała tak cicho, że gdyby ruch warg dziewczyny chłopak byłby pewny, że to wymyślił. Arystokrata złapał wcale nie delikatnie brodę ukochanej, sprawiając by ta spojrzała na niego.
-Nareszcie – równie cicho odpowiedział na to wyzwanie, przyglądając uważnie emocjom migającym w kolorowych oczach –Nareszcie, Arya, nareszcie.
-Chyba powinieneś mnie pocałować – przerwała kolejną minutę ciszy dziewczyna, starając uspokoić szalejący puls –Tak przynajmniej jest w filmach. Czułe wyznania i pocałunek..
-Na pewno – zgodził się z nią od razu, uśmiechając jednak szeroko i przysuwając troszkę bliżej –Ale nie wiem czy pamiętasz.. mówiłem, że będziesz musiała mnie poprosić o to. Powiedz to, księżniczko.
-Ale co? – młoda kobieta zamrugała szybko, nie mogąc się skupić na słowach, które wypowiadał z lekkim rozbawieniem.
-Poproś o pocałunek, księżniczko – zaśmiał się Diabeł, a figlarne błyski zamigotały w jego spojrzeniu –Powiedz, że to chcesz, a cię pocałuję.
-Blaise..
-Tak, księżniczko? – nie odpuszczał.
-Pocałuj mnie.
-Jak sobie życzysz - powoli, jakby dając jej czas do namysłu nachylił się, ale widząc jedynie błysk niecierpliwości przycisnął swoje usta do tych upragnionych. Pocałunek był długi, ale nie namiętny raczej pełen uczucia oraz dziwnej młodzieńczej czystości, która miała odzwierciedlać kiełkujące uczucie tych dwoje. Po paru minutach, które dla obojga była zaledwie sekundą oderwali się od siebie, opierając czoło o czoło i tkwiąc w tej pozycji przez chwilę.
-Płaczesz? – powiedział zachrypniętym przez emocje głosem Zabini, muskając opuszkami krople spływające po policzkach córki wiceburmistrza –Żałujesz?
-Tak – fioletowooka dotknęła dłonią ust, odsuwając na moment od towarzysza, który ze zranioną miną wciągnął ze świstem powietrze –Blaise.. żałuję, że nie pocałowałeś mnie wcześniej.
-Ja też, Arya – młody arystokrata objął silnymi ramionami talię ukochanej, przytulając mocno i wdychając fiołkowy zapach włosów, który od tej chwili będzie mu się kojarzył jedynie z tą chwilą –Ja też.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.
Otrzymałeś wiadomość od „Arya”:
H., proszę na moim grobie niech będą róże. Czerwone. Jak krew. Jak serce. Jak serce, które właśnie wyszarpnęłam sobie z piersi i wsunęłam do kieszeni pewnego aroganckiego buca. Zastanawiam się nad opcją miłości w stylu Hannibala oraz młodej Jodie Foster, słodcy byli na swój sposób. Ściskam i całuję, twoja BFF z dziurą w piersi.
ODP jak najszybciej.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.
Dziewczyna nie miała zamiaru się podnosić. Najchętniej zostałaby zakopana w miękkiej pościeli, czując przyjemne ciepło bijące od czegoś miękkiego. Z cichym westchnieniem, obróciła się markotnie, wtulając mocniej w osobę leżącą obok. Uwielbiała spać razem z Teodorem, Harry’m czy Charliem jak głupio by to brzmiało, ale przytulając się do któregoś z nich czuła się bezpiecznie. Oczywiście ten pierwszy często wpychał swój łokieć w jej żebra, zielonooki kopał w łydki, a Weasley chrapał jak na smoka przystało, ale dzisiaj było idealnie. Zbyt idealnie o czym przekonała się, gdy uchyliła powieki by zerknął na zegarek.
6:08
Popatrzyła na swojego towarzysza, na chwilę zamierając. Cóż.. prędzej spodziewała się obudzić przy Gloomy’m czy McLegganie niż przy NIM. Jego włosy opadały uroczo na czoło, rzęsy rzucały długie cienie na policzki. Jedną rękę miał pod głową, a drugą obejmował ją w talii. Lewą nogę opuścił na podłogę, drugą zaś zakopał gdzieś w pościeli. Uśmiechnęła się delikatnie, przyglądając tym złagodzonym rysom oraz niewinnemu wręcz bezbronnemu chłopcu jakim się okazał. Musiała przyznać rację tym wszystkim dziewczynom. Dracon Lucjusz Malfoy był cholernie przystojny i pociągający. Nawet, kiedy spał.
-Grangeeer? – ziewnął niczym groźny smok, kiedy ostrożnie wyplątywała się z jego uścisku.
-Malfoy? – powtórzyła ten sam manewr z nazwiskiem, ignorując nagłą chęć powrotu do ciepłego posłania. Zimna podłoga wywołała nagły dreszcz, ale mogła to przeżyć.
-A tak pytam, czy śpisz – parsknął, otwierając w końcu powieki i od razu spoglądając wprost na nią –To co, Granger, śpisz?
-Co za głupie pytania zadajesz? – prychnęła, wiedząc że nawiązuje do nieprzespanej na początku nocy, kiedy zachowywała się niezwykle dziecinnie -Skoro odpowiadam to chyba jasne, że nie śpię, nie?
-No co ty powiesz, Granger.. A kto w nocy budził mnie z trylion razy by się upewnić czy śpię – zaśmiał się, a na twarzy dziewczyny pojawiły się lekkie rumieńce, kiedy zamiast kpiny czy złości w jego oczach błysnęła czułość –Uwielbiam to.
-Co? – patrzył na nią z powagą, podnosząc się z zawrotną prędkością i stając tuż przy niej. Wpatrywał się w nią przez chwilę, w końcu unosząc dłoń by musnąć zaróżowiony policzek opuszkami palców.
-To – szepnął, a ona ponownie nie wiedziała, gdzie patrzeć. Odsunęła się stanowczo, obracając w stronę okna, które lśniło przez rozpuszczający się śnieg. Ignorując przenikliwe tęczówki, podeszła bliżej i mimo pewności, że zaraz zmarznie otworzyła okiennice na oścież.
-Jak pięknie – oczy Prefekt błysnęły z zachwytu, a usta ułożyły się w uśmiech. Wpatrywała się w dziki las, który został lekko oświetlony przez wschodzące słońce. Poranne promienie odbijały się na białym puchu i migotały radośnie. Drzewa kołysały się pod wpływem wiatru, cicho szumiąc. Draco popatrzył w te czekoladowe tęczówki, które odbijały niesamowity krajobraz. Bardziej zachwycił się jednak samą dziewczyną. Jej kasztanowe włosy lśniły, a policzki lekko się zaróżowiły od chłodu. Pełne malinowe wargi lekko rozchylone skupiły jego uwagę, chociaż próbował zapomnieć o ich smaku.
-Piękne – słowa same z siebie rozbrzmiały głośno, a on nie był pewny co miał tak naprawdę na myśli. Mugolaczka przeniosła spojrzenie na platynowego, unosząc podejrzliwie brwi.
-Nawet nie patrzysz – zauważyła, kiwając brodą na zewnątrz.
-Cały czas patrzę, Granger – podszedł do niej bliżej, zostawiając teraz niecałe dziesięć centymetrów między nimi –Piękne.
-Nie wiem o czym mówisz – sarknęła, zawstydzona jego bliskością. Kolejny krok w przód ślizgona, który od razu wywołał u niej reakcję odsunięcia się w tył. Poczuła nacisk parapetu na plecach oraz chłodny powiew jutrzenki. Dracon stanął tuż przed nią, opierając ramiona po obu jej stronach i nachylając lekko. Słyszała swój ciężki, coraz bardziej nierówny oddech, który zagłuszał cichy śpiew porannych ptaków. Czuła zimno, kiedy chłód przeniknął przez koszulkę, a parę zagubionych płatków opadło na jej ramiona. Doznawała tego wszystkiego naraz oraz nic. Ciepło i gorąco. Dreszcz i spokój. Wdech i wydech. Wpatrywała się z oszołomieniem w stalowe tęczówki. Oczy, które zbliżały się do jej, a ich właściciel z powagą obserwował najmniejszą reakcję. Oddychali tym samym powietrzem, odurzeni swoją bliskością.
-Mal.. Malfoy – arystokrata przechylił głowę i zbliżył usta do jej ucha.
-Jestem Draco – prawie muskał wargami jej skórkę, łaskocząc ciepłym oddechem.  
-Co? – westchnęła, nie rozumiejąc za bardzo co się wokół niej dzieje oraz co on do niej mówi.
-Przestań mówić do mnie Malfoy, Granger – powtórzył cierpliwie Wąż, powstrzymując się ostatkiem sił by nie pocałować wgłębienia w jej szyi –Jestem Draco..
-Malfoy – jęknęła, a on uśmiechnął się kpiąco, odchylając do tyłu.
-Nie, Granger, nie słuchasz mnie – mruknął z lekkim rozbawieniem, wahając się przez chwilę –Może teraz zrozumiesz, uparta gryfonko.
Dziedzic Lucjusza oraz Narcyzy nie mógł już walczyć z pragnieniem dręczącym go od paru ostatnich lat. Przez chwilę bał się, że go odrzuci, gdy przykrył swoimi wargami usta nastolatki. Kiedy jednak po sekundzie poczuł jak się rozluźnia, a chłodne dłonie wplątuje się w jego włosy by przyciągnąć bardziej, czuł się jak w niebie. To nie był pocałunek z jego snów. Nie był namiętny, pełen pasji czy gwałtowności, nie. Połączeni w delikatnym oraz ulotnym momencie, rozkoszowali się chwilą zapomnienia Nie odrywali się od siebie, aż stracili oddech. Cicho mrucząc oparł czoło o jej i przyglądał się czekoladowym oczom. Widział w nich oszołomienie, zdumienie, radość i nadzieję?
-To ..to było..
-Wspaniałe – wychrypiał, czując jak szeroki uśmiech pojawia się na jego twarzy. Nagle świat wydawał mu się bardziej kolorowy, a zwykłe rzeczy stały się niesamowite. Ciężar, który nosił od drugiej klasy zniknął wraz z pierwszym uniesieniem kącików ust jego ukochanej oraz cichym chichotem, który idealnie wkomponował się rozbudzający się świat. Właśnie rozpoczęła się ich przygoda. Historia pełna piękna oraz cierpienia, miłości pomieszanej z nienawiścią, która może odmienić bieg wojny.

20 komentarzy:

  1. Cudnyy :* taki romantyczny, teraz do szczęścia brakuje tylko Theo i Astorii :) pozdrówki i życzę weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D
      Taki wyszedł, troszkę słodki :P
      Teodor i Toria..? Heh, zobaczymy!

      Usuń
  2. Boże jak zwykle mnie rozwaliłaś.
    W KOŃCU! W KOŃCU! ARYA I BLAISE! W KOŃCU!!!!! DZIĘKUJĘ CI!!!!! KOCHAM!!!! AAAAAAAAAA!!!!! Uwielbiam Cię, Jezusie zwaliłaś na mnie falę takich emocji, że teraz się nie będę mogła opanowac! W końcu się pocałowali!!! W końcu!!! Wybacz mi ten wyskok nagłych emocji, ale wiesz jak kocham tą parę!
    I jeszcze Draco i Hermi... Cudownie! Jak zwykle brak mi słów.
    Rób to co robisz. Bo robisz to genialnie.
    Zdrowia,weny i czasu życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się cieszę, że ktoś im tak bardzo kibicuje! Arise jak powiedziała Zakochana, Arya & Blaise = Arise<333
      Dziękuję za tyle miłych słów! Naprawdę, ja nie wiem jak wyrazić wdzięczność! <3

      Usuń
  3. Rozpłynęłam się w tym rozdziale. Jest... Piękny.
    Jest w nim tyle romantyzmu i czułości ile dzisiaj potrzebuję. Zwłaszcza dzisiaj : )
    Dziękuję za ten rozdział. Ale coś czuję, że ani jedni ani drudzy nie będą mieli tak łatwo... nie mylę się, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojć tak! Ani jedni, ani drudzy nie będą mieli spokojnego życia miłosnego:D za bardzo ich lubię by pozwolić prowadzić szare życie. Już im współczuję :D
      Dziękuję, że czytasz i komentujesz :)))

      Usuń
  4. BOGOWIE TA KOŃCÓWKA POWINNA BYĆ KOLEJNYM CUDEM ŚWIATA *-*!!!
    Sytuacja nocna powaliła mnie na kolana :D xd ciesze sie, że jako jedna z nielicznych piszesz takie długie rozdziały i nie musze na nie bardzo długo czekać xd <3
    Weny życze i do następnego <3 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mi głupio, bo następny nie jest długi jak zwykle i długi odstęp czasu ;< naprawdę, dziękuję za Ciebie! Mam nadzieję, że jesteś wytrwała, bo ta opowieść będzie dłuuuga :D

      Usuń
  5. NO NIE NO NIE NO NIE BOŻE BOŻE FJCIF <3
    Jestem absolutnie zachwycona, Dramione, Dramione, Dramione! <3
    Ten rozdział jest tak absolutnie idealny, absolutnie perfekcyjny! Hermiona przyznała się, że zaczyna się zakochiwać, Malfoy jest taki wspaniały (jak zawsze) i... i... ONI, TEN DUET... nie, nie umiem się wysłowić, ręce wciąż mi drżą a serce bije zdecydowanie za szybko...!
    Dodatkowo Arya i Blaise jako dopełnienie tego cudu, który wyszedł spod Twoich palców, och Lupi!
    Każda kolejna notka jest lepsza, każda ma w sobie jeszcze więcej magii, jeszcze więcej niesamowitości...
    Nie umiem nic napisać więcej. Słowa nie umieją opisywać uczuć tak jakbym chciała.
    Pozdrawiam bardzo gorąco (naprawdę, uważaj by się nie oparzyć),
    Twoja rozchwiana emocjonalnie, niezdolna do napisania choć kropeczki więcej,
    Kercia <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaak, dramione :D
      Taki szok, prawda? Bo ja byłam zaskoczona, gdy nagle pisząc wyszło tyle słodkości i pocałunków xD
      Kerciak Twoje słowa sprawiają, że moje policzki parzą, a pozdrowienia jedynie wznieciły prawdziwy ogień :3

      Usuń
  6. Ohh takie słodkie i romantyczne. Tak fajnie i szybko (za szybko ;) ) się czyta... <3
    Takie lekkie, cieplutkie i pełne miłości. Idealne! <3
    Częściej takie rozdziały proszę ^^
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę się starać, chociaż następny ;//
      Cóż, będzie lepiej! :D

      Usuń
  7. Kolejny rozdział który kocham *.* <3
    Tak się cieszę, że moje dwie ulubione pary nareszcie się pocałowały!!!
    I te smsy Hermiony z Aryą po porostu genialne!!!
    Uwielbiam scenę, gdy Blaise i Arya rozmawiają na środku lodowiska *.* I na końcu ten pocałunek *.*
    Wymyślałam sobie w głowie wiele scenariuszów, kiedy Draco i Hermiona nareszcie się pocałują, ale nigdy nie pomyślałam, że stanie się to w taki sposób. Po prostu kocham tę scenę, kiedy po raz pierwszy się całują i jeszcze to jak w nocy co chwila wymieniali kilka zdań *.* *.*
    Po prostu nie wiem jak mogłam dopiero teraz przeczytać te rozdziały !!!
    Na serio zasługuję na Crucio ;) Na Avadę też, ale najpierw musisz skończyć tego bloga ;)
    Życzę weny i pozdrawiam :)

    Maggie Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maggie, nie wiem co napisać by wyrazić wdzięczność za tyle ciepłych słów. Nie dość, że nie porzuciła tej historii, to nadgoniłaś, zostawiłaś ślad i dodałaś rumieńców autorce :D
      Cieszę się, że złamałam może scenariusze z pocałunkami! xD

      Usuń
  8. OooooooooAaaaaaaa! Ten rozdział jest cudowny, niepowtarzalny, magiczny!
    Tak się cieszę, że w końcu się pocałowali! *O*
    Wybuchłam nieopanowanym śmiechem, kiedy przeczytałam o zmaganiach Diabełka przy wybieraniu żelek (ja też zawsze mam ten problem) XD no i potem ten kawałek o 5. rocznicy :DD- uwielbiam tą parę!
    Bardzo lubię postać Aryi, dlatego cieszę się, że w końcu będzie szczęśliwa z Blaisem!
    No i oczywiście: Dramione, Dramione, Dramione! *O*
    Opis rozmowy w aucie był tak cudowny i autentyczny, że czułam się, jakbym siedziała na tylnym siedzeniu i jechała razem z nimi <3 Malfoy był tam taki... no cudowny, bo nie wiem jak inaczej mogę go opisać.
    Potem, gdy przeczytałam o jego trosce o Herm w trakcie drogi do domku to rozczuliłam się zupełnie. Noc spędzona w jednym łóżku i pocałunek dopełniło całości! Jestem mega usatysfakcjonowana po tym rozdziale <3
    Z każdym rozdziale zakochuje się na nowo w Twoim opowiadaniu <3
    Nie trać nigdy weny, ani zdrowia i pisz dla nas jak najdłużej!
    /AM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmagania Diabełka są z życia wzięte, bo ja również zawsze mam taki problem! :D
      Salazarku, tak mnie uszczęśliwiłaś tym komentarzem, że.. że nie wiem sama. Aż mi wstyd za następny, ale mam nadzieję, że jakoś go przełkniesz i poczekasz na coś lepszego :D
      Dziękuję. Proste słowo, które ma wyrazić tak wiele.. a dla mnie i tak za mało, bo to co czuję.. dziękuję x 101378173916301!

      Usuń